..raining today. it is? it was?
Nie pozwalam,
by gnębiło mnie coś,
czego zmienić nie mogę.
Nie pozwalam,
by gnębiło mnie coś,
czego zmienić nie mogę.
Dosyć dziwna grupa.
Ja - jeszcze roztrzęsiona i pełna obaw o moje myszy.
Ona .. i inni, jeszcze dziwniejsi albo równie dziwni co my.
A ona.. o niej tak w sumie niewiele wiem.
Ubiera się w fiolety bądź czernie, trudno rozróżnić, półmrok jest jej ulubioną porą dnia.I te woalki które ma na sobie zawsze, już nikt przecież woalek nie nosi. Tylko ona. Wygląda dystyngowanie i tajemniczo. I rękawiczki. Długie, czarne, koronkowe.
A dopiero potem się dowiedziałam, że nie ma wyboru, bo jest trująca. Kobieta. I jak się jej przyjrzałam dokładniej, to widziałam na twarzy krople jadu, wyglądały jak krople miodu.. Takie złote..
Dlatego. Żeby jej nikt nie dotknął ..i w rezultacie nie odpłynął do miejsca, z którego by już nie wrócił.
Nie w tym samym wcieleniu w każdym razie.
Byliśmy mieszkańcami jednego domu. Flaga tego domu, dla odróżnienia od nas, dla kontrastu, była kolorowa, przeważał niebieski i biały. I pieski.
A jak szliśmy - chodnikiem, ścieżką, obok boiska to ludzie się patrzyli. Widziałam w nich obawę, może strach nawet.
A my staraliśmy się pokazać, że nie jesteśmy źli. Już nie.
Nawet czasem ustępowaliśmy komuś drogi.
Ale tak idąc, wyprostowana, z głową-nie-opuszczoną czułam się jak na dzikim zachodzie. Ten płaszcz, co powiewa. Ta świadomość siły.
No i to, że są ludzie, którzy pilnują moich pleców.
A ja ich.
I tak to szło.
I trwało.
O alternatywnych osobowościach wypowiedzi 4.
Jedna jest złotym zegarkiem. Takim ostrożnym. Czyli cicho tykającym, ale dyskretnym, nie za dużym, jak się go otworzy -szczerzy w uśmiechu parodii wskazówki. Wiecznie się stresuje, ze się spóźni, dlatego ciągle spieszy.
A następna ? jest jakimś wędrowcem o zakurzonych butach, w słomkowym kapeluszu, poszarpanych spodniach. Znaczy nie, nie poszarpanych tylko takich znoszonych. Bojówkach pewnie. Ma plecak z karimatą. Map całkiem sporo. I zero stresów. Idzie sobie przed siebie i cieszy się życiem. Patrzy na drzewa. Zatrzymuje się często, żeby nabrać w płuca powietrza i ucieszyć się zapachem.
Lubi leżeć na trawie, nie przejmuje się wtedy pająkami ani robaczkami czy żuczkami, bo one jak idą to idą, i potem ich już nie ma.
Kolejna jest kobietą. Ma bardzo mocno pomalowane usta. Taka krwista czerwień. Ona generalnie mocno się maluje. Nosi wydekoltowane suknie. Tak, suknie. Przeważnie czarne. To jest taka dekadencka osobowość, która mimo że chce się zmienić i zacząć żyć normalnie i tak naprawę, a nie w tym swoim świecie nie za bardzo rzeczywistym... brnie w to. Świadoma, ale nie umie się oprzeć. Nie umie zawrócić. Jest na siebie zła, ale pije dalej. Zapala kolejnego papierosa. Łamie kolejne serce, o ile ktokolwiek w jej towarzystwie ma serce. Znudzona i ciągle zła. A jak się zapomni -to smutna.
Ostatnia albo i nie ostatnia. Albo pierwsza, albo środkowa. Tego nie stwierdzisz ani Ty, ani ja.
Ta jest roślinką, uwielbiającą tańczyć. Co dzień gna za słońcem. Co noc zamyka swe pąki. Tęskniąca i czasem melancholijna. Ale nie umie protestować. Tylko tak czasem sobie coś myśli, ale zawsze się na wszystko godzi i patrzy, czeka co dalej.
Czy następnego dnia też będzie słońce.
I czy nocą będą gwiazdy.
Była sobie raz jedna dziewczyna. Nawet nie za bardzo pamiętam, jak wyglądała. Chyba miała granatową kurtkę.
Miała sobie raz taki problem owa dziewczyna.
Nikt jej nie wierzył w to, co mówiła.

A mówiła ludziom, że się odtworzyła. Stała się na nowo. To już chyba był trzeci raz.
Że za każdym razem ginęła w ogniu.
Że za każdym razem pozostawały po niej spalone gałęzie, popiół, skrawki ubrania.
Zrobiła się z tego wszystkiego poważna sprawa, powiedziała komuś tam. W cywilu po lesie chodzili z nią policjanci. Znaleźli to miejsce.
Gałęzie (nawet nie za bardzo przypalone, ułożone w stosik, na nim kawałki jej ubrania).
Uwierzyli jej.
Ale nie wiedzieli, co z tym robić dalej.
Nie wiedzieli, co tak naprawdę powinni znaleźć na tym, przy tym.
Więc zapadł zmierzch, potem noc.
Oni położyli się spać i zapomnieli.
A ona.. ona próbowała dalej.
By ktoś uwierzył na dłużej.
Wstęp
-bu ten net mnie wnerwia. jest źle :(
-jaki but ??
Normalne rozwinięcie
mnie gardło przestaje boleć tylko wtedy, kiedy muszę wstawać albo jeśli piję gorącą herbatę.
i zaczęłam chodzić znowu wreszcie ( w ogóle, co to za obijanie...) do dojo. z wyjątkiem dziś. przez gardło.
Tak jak z tym ulubionym cytatem Pieżowym:
"moja silna wola. pierwsza lepsza kurew. puszcza się i łajdaczy."
Kolejna część rozwinięcia. już nie wiem jaka
W banku się dowiedziałam, znaczy powiedzieli:
-Płać! Poza tym, że chcesz wpłacić.
Co za chciwi ludzie. No ja nie mogę.
A potem się dowiedziałam, że miałam iść do tego banku tylko dlatego, że tak bardzo nie chciałam tego zrobić.
Aż zatkało na moment.
Koniec
Koniec.
Jeszcze tylko jeszcze jedna Dębowa Mocna szklanka herbaty (Lecha przedwczoraj stłukłam - takie małe fatum rodzinne. chyba nie powinnam być nadgorliwa i chcieć zmywać za brata)
I dobra książka.
Haha.
Zawsze chcieli uratować świat. Ale nigdy nie mówili tego na głos. Pielęgnowali te marzenia w swoich sercach. Dbali o nie.
Pilnowali, żeby nigdy nie zabrakło im wody i światła.
Jeżeli czegoś się.. tak przecież jest. Więc i im los rzucił wyzwanie.
Szansę.
Możliwość.
Nadzieję.
Tylko że nie wszystkim przyszło świętować.
Ale ludzie o nich zaczęli śpiewać.
Wielbić.
Podziwiać.
Tylko... tylko że teraz już czterech Aniołów zsuwało się w Zapomnianych Karczmach pod stół..
Niedawno padało.
Wiatr niezdarnie głaszcze po szyi.
Ma takie mroźne dłonie..
Zdjęłam pajęczyny z włosów. Co za niewyobrażalna ulga..
Było ich na początku dziewięciu. Niczym bracia, chociaż ciężkie to zadanie - być dla kogoś. Czasem śpiewali przy ognisku, czasem siedzieli posępni. Kiedy zdarzało im się zapomnieć i pić do upadłego w karczmie wino, obiecywali sobie, że nigdy żaden z nich nie zawiedzie pozostałych.
Że oni zawsze. Że wszyscy dla każdego. Że do śmierci i dalej.
A potem któryś zsuwał się pod stół.
Kiedy tak upadali (zawsze w tej samej kolejności) przysięgali wszystkim, że czuli się wtedy niczym Aniołowie.
Ale nikt o nich nie śpiewał. Nikt nie wielbił. Nikt nie tęsknił długimi nocami. Oni też nie.
Do żadnego człowieka. Do żadnego miejsca.
Dlatego tak bardzo kochali księżyc.
O czwartej nad ranem, kiedy wygląda najpiękniej, kiedy nie udaje się ciągle zasnąć, właśnie wtedy, wtedy tylko czasem któremuś się zdawało, że wszystko już rozumie. Że nie ma żadnych pytań.
Tylko odpowiedzi..

... i jeszcze to, że byłam w Czechach, żeby zobaczyć zamki. Idąc leśną dróżką w pewnym momencie podniosłam wzrok wcześniej wbity w ziemię pod stopami. Był biało-niebieski..
Poszłam potem do następnego i oglądałam flagi. Czy tam proporce. Wszystkie miały rycerza na koniu (z dziwnie ułożoną, jakby kokieteryjnie, nogą [zakończoną zgrabnym kopytem]) tylko różnice w szczegółach, kolorach.
Powiedziałam, zapytałam się pewnej pani, gdzie są tu i tam jaskinie. Powiedziała, że godzinę drogi na zachód. To stwierdziłam, że pójdę sobie na spacer, bo bardzo chciałabym zobaczyć.
Oni, cała reszta, zaczęła protestować, że przecież nie znam tych terenów, nie dogadam się z tubylcami (ale wierzyli w moją inteligencję i zdolności językowe...), zgubię się i będzie problem.
Wzięłam plecak, prowiant, mapę i ruszyłam. Ku zachodowi. Trochę czując się jak błędny rycerz, który przez roztargnienie zgubił swojego rumaka..
Wake me up before I change again
-Ale przyjdziesz po mnie szybko ? Nie zostawisz mnie z nimi długo ?? (byli w marynarkach, takich szarych czy popielatych, jeden z cygarem, tacy biznesmenowi, z teczkami) przyjdziesz po mnie szybko ? Będziesz pamiętał, nie zapomnisz ? Przyjdziesz, nie zostawisz ?
Remind me the story that I won´t get insane
-Tak, tak. Oczywiście, tak. - Głaskał po głowie uspokajająco i wzrokiem dodawał otuchy.
Tell me why it´s always the same
Nie zdążył wyjść z tego pokoju i mnie zostawić. Wyszli oni, my zdezorientowani. Zaczęli oznaczać altankę. Przez okna widzieliśmy, jak naklejają małe białe kwadraciki.
Explain me the reason why I´m so much in pain
Chcieliśmy uciekać. Ha. Na chęciach się skończyło - wokoło trawa zielona zasłana czarno ubranymi postaciami ze snajperkami (znowu ! tym razem jednak to nie żarty i prezentacja). Toczyliśmy się po trawie (przed oczami widziałam wyrywane impetem kuli grudki ziemi, tuż przed twarzą oczami), próbowaliśmy się chować za załomami, krzakami, drzewami, ale wszędzie wszędzie były te czarne postacie.
Before I change again...
Kobiety.
Remind me the story that I won't get insane *
Niektóre nasze posunięcia chwaliły. Zaraz jednak ostrzegały, że szybko musimy sobie znaleźć nowe kryjówki (i potwierdzenie - odstrzelony kawałeczek drewna, o milimetr minięta dłoń). Inaczej - zapłacimy za to życiem...
*infected mushroom 'becoming insane'
Jakiś pan się przestraszył, że wracam z pracy o godzinie 1.30 w nocy.
Ahh.. i jak się wraca z poświęceniem do domu - to osiągnięcie celu daje dużo więcej satysfakcji, ulgi i radości.
.. Mimo wszystko.. byle nie za często.