Zarządzaj swoim blogiem

Załóż twój blog teraz! Łatwo i za darmo

Czym całe życie? Szaleństwem?

Tyle się ostatnimi czasy o wojnie mówi, jakby ludzie już do niej tęsknili i szukali ukojenia, choćby najmniejszego, w mówieniu o niej. To nic że w kółko i bez sensu. Ale widocznie pomaga.
Z drugiej strony jednak, po zastanowieniu stwierdzam, ze metodę "w kółko i bez sensu" też czasem stosuję, przynosi ulgę.

sepia

Mnie dopadł jeden film. Tzn nie przystawił niczego do głowy, ani nie groził, po prostu pojawił się, gdy byłam w pobliżu. Znowu nie pamiętam tytułu, reżysera, roku produkcji, ani dokładnego toku akcji. Bo zainteresował mnie najbardziej tylko jeden fragment. A skoro tylko jeden fragment, to po co pamiętać resztę śmieci..

Przedstawiał świat w kolorze sepii. Jak na starych fotografijach. Mężczyzna w mundurze stał tyłem do ekranu i studiował mapę, na której było pokazane, jak szybko rozprzestrzenia się gaz bojowy wypuszczony "w teren". Byłam totalnie zdziwiona, jak dobre efekty można uzyskać przy pomocy wiatru (oczywiście jeśli nie wieje w stronę "naszą"), jak precyzyjnie można wszystko wyliczyć i oszacować z dokładnością ogromną. Jednocześnie przeszedł mnie dreszcz. Bo człowiek, który oglądał tą mapę był szaleńcem. na chwilę się odwrócił, było widać to w jego oczach. natychmiast zaczęłam się zastanawiać, jak szybko powinniśmy zacząć się bać, i czy przyszły "zdobywca świata" już się narodził.

Potem oglądałam tylko trochę (bo generalnie telewizja jest do niczego) spot reklamowy anty-nikotynowy. Autobus, w nim pasażerowie, i narrator pokazujący trupy na przystankach rzekomo obrazujące byłych palaczy.

Agresję i przemoc mamy chyba w genach.

o zaletach próżniowych pieców łukowych

Uważam, że moim zdaniem (tak mi podpowiada intuicja tudzież siódmy zmysł) chwile milczenia są budujące. Nie spodziewam się oczywiście, że z okazji całej tej budowy skończę w pięknym jednorodzinnym domku na wsi, ale chociażby się atmosfera i chwila napięcia wybudowała, byłoby dobrze.

Miło byłoby, jak sądzę, napisać, że obecnie żegluję sobie spokojnie po Oceanie Spokoju łowiąc raz za razem jakąś rybkę czy rekinka i rozmyślając o pięknie i mocy czających się we wszechświecie.

Wydaje mi się jednak, że sytuacja sprawia wrażenie zgoła innej, dlatego też nie ma zupełnie sensu zużywanie zbyt dużej ilości bawełny (zwłaszcza, że w Chinach mamy do czynienia z klęską suszy). Pewnie, że nie spotykam się ciągle ze sztormami, ale pewne meandry i mielizny losu nie ominęły nawet tego maleńkiego i niepozornego stateczku, na którym płynę.

Póki co widać jakieś palmy na horyzoncie. Może nawet z bananami nie zjedzonymi jeszcze przez wygłodniałe małpy z szaleństwem w oczach? Kto tam wie.. Idę uzupełnić dziennik pokładowy, żeby zimą, wieczorem móc popijając kakao powspominać dzieje.

hej, suczki..nanananaaa..

Jako osoba przez najbliższe miesiące niepoczytalna i nieprzewidywalna postanowiłam to uczcić.
Jeszcze nie wiem jak, ale podobno liczą się chęci. Jeszcze nie wiem czemu, ale podobno nimi dobrymi piekło wybrukowane. Czy jakoś tak.

Konwalie więdną, deszcz nie pada, odcinki House'a się kończą, a praca nie-na-pisana.

To tyle w skrócie. Aha, no w sumie jest jeszcze jedna rzecz, ale o oczywistościach głupio się gada.

Jakkolwiek, przyjmuję gratulacje.
Mój munż chyba tyż.

Who are you killing in your mind ?

Z ważnym.
Wieściem:

--- irlandia została zbrukana !!!!!!

- krzyczą nagłówki gazet (wyobrażam to sobie, bo gazet nie czytam)

- ja cię, co za wydarzenie. Trening się odbył w połowie tak jak się odbywał zawsze. Za-w-sze !!

Po zdyszaniu nas trochę sensei zebrał nas w grupie i rzekł w te oto słowa:

- zaiste (tego nie powiedział), ważna chwila nadejszła. (tego też nie) ale mówił potem tak:
- postaram się to wam wytłumaczyć i jakoś przedstawić- (jako że my ciołki jesteśmy użył jednej jakże pięknej alegorii: "metoda na głoda").

mówił:

- wyobraźcie sobie, że stoi na stole serek homogenizowany. Ta cała zaistniała sytuacja jest tym serkiem. Rzecz w tym, iż ten serek na stole, nie jest pełnym serkiem - takim, jakim stałby, gdyby był -- normalny.

- temu serkowi czegoś brakuje, a wy stoicie nad nim płacząc. I u nas jest podobnie - jest serek, ale nie ma honoru. Honoru nie ma !

- i dlatego ta sytuacja jest taka ważna: serek jest, honoru brak. A w normalnej - honor ubywałby wraz ze serkiem - czyli równowaga nie zostałaby zachwiana !!

wzniósł znacząco palec ku górze. Poruszył głową. Spojrzał na nas wyczekująco. Mruknęliśmy ze zrozumieniem. Pokiwaliśmy poważnie głowami..

Potem przedstawiliśmy przedstawienie jakie z tej okazji przygotować dla nas do nauczenia raczył.

ireland
--------------------
-------
Taaak.. istotnie. Może być tak, że dotąd rozpatrywany przez ludzi sens jest nieistotny... jednocześnie zastanawiam się, czy nieistotność ciągłego pytania rzeczywiście jest nieistotnością, i czy możliwe, że jednak - może i nieistotny, ale jednak - się kryje jakiś w tym sens ?

The fish doesn't think because the fish knows everything

spróbujmy tak bardziej na poważniej-niej-niej.

Kluczową sprawą wczorajszego wieczoru były gdzieś zakluczone klucze.
Niestety nie udało się ich wykluczyć, a szkoda.
Cała sprawa w rezultacie do tej pory jest odkluczona, co mi się wcale-A-wcale nie podoba.

Shit happens.

Zamyśleni i zanurzeni w oceanie dziwnych spraw zarzuciliśmy sobie P-O-S 51. (nie pomogło na mięśnie,eh.) A potem tak jakby poszliśmy spać.

Takie to banalne-ne-ne.

Nocą nie wiem czy jasną czy pochmurną, choć z niejaką dozą pewnej pewności mogłabym stwierdzić, że nie pełną, bo pełnią się sny nie śnią, nawiedził mnie sen - taki stały gość - co się przebiera czasem, ale zawsze wiadomo że to on.

Ciągle nie doszłam, co mówi. No bo on tak: mówimówimówi. Ja mówię: głośniej, wyraźniej. A on kiwa, a potem mówimówimówi, znowu tak samo, jak wcześniej. No to ja mówię: wyraźniej, głośniej, śmielej. On znowu kiwa entuzjastycznie, a potem mówimówimówi. No to ja: śmielej, głośniej, prościej, wyraźniej. No a on....

No i taka to nasza rozmowa. Trochę mnie to niepokoi, bo co jeśli to nie takie tam głupoty, a coś istotnego istotnie.

Potem, już przy poranku trochę rannym śmiać mi się chciało, bo niby byłyśmy uwięzione na jakimś obszarze i ruszać z niego nie miałyśmy pozwolenia. No ale życie nie jest proste, wiecznie trzeba coś załatwić, więc siodłałyśmy konie i dalej. Jak już załatwiłyśmy swoje zawiłe sprawy - wracałyśmy. A oni ze zdziwieniem podniesionymi brwiami dziwili się, że wróciłyśmy.

I zrozum tu, człowieku, ludzi...

Potem było trochę słońca, co przywróciło odrobinę wiary w wiosnę.

just playing with my paranoia

Deszcz ostatnio padał, a jako że deszcze generalnie nie przeszkadzają mi za bardzo - postanowiłam się w jakże miłym męskim towarzystwie przejść do opery. Wybrałam czarną wąską suknię i długi sznur pereł. Wydawało mi się to odpowiednie - budynek opery był duży, stary, mieścił się przy wyłożonej brukiem wąskiej uliczce, nikt nią nie jeździł prawie.

Lubię poskramiać chaos i przywracać równowagę. uspokaja mnie to i raduje niespokojną duszę.

Potoki deszczu lały się z nieba. Chciało mi się stanąć i przyłączyć się do ogólnej, wyczuwalnej wokół rozpaczy. A mogłam jedynie pozwolić na delikatną pieszczotę kropel nagich ramion.

Po wyjściu z budynku - wciąż pod wrażeniem występu, przepychu, głosów, dźwięków, kolorów - umysł potrzebował czasu - byliśmy świadkiem dziwnej ceny.

Po drugiej stronie ulicy stał czarny samochód a za nim bryczka o jednym, bardzo solidnym kole zaprzęgnięta w karego konia. Z przedniego okna czarnego auta wychylała się twarz Szalonego Pingwina - oczywista, nie był on rzeczywistym pingwinem, tylko wszyscy w mieście go tak po cichu nazywali, z powodu aparycji. utarło się.

Więc widziałam go, jak się szaleńczo śmieje - nie był to widok miły i napawający optymizmem, o nie. Przebiegł mnie dreszcz. Do bryczki wsiadał właśnie łysy potężny jegomość o zaciętej twarzy. Nic nie mówił.

Ale widać było, że Szalony Pingwin z niego się śmieje. Auto odjechało. Bryczka dosłownie chwilę potem pomknęła w górę ulicy - w życiu nie sądziłam, że koń jest w stanie biec tak szybko.

Wiedziałam, że łysy jegomość zamierza prześcignąć Szalonego Pingwina, byłam jednocześnie pewna, iż nie zdoła tego dokonać. To, co nastąpiło potem wprawiło mnie w prawdziwe osłupienie. By skrócić sobie drogę, łysy jegomość pokierował bryczkę wprost na stojącą nieopodal kamienicę.

Chciałam odwrócić twarz, by nie obserwować zderzenia, krwi, nie słyszeć krzyków i kwiku bogom winnego ducha zwierzęcia. Stałam jednak nieruchomo i patrzyłam, jak bryczka wjeżdża na ścianę i mknie w górę, ku dachowi. Wstrzymałam oddech, jak cały świat wstrzymał, patrzyłam w górę i myślałam: "dasz radę, dasz radę, już niedaleko..."

Tuż przed szczytem odpadł. Odpadł, a ja słyszałam rozbrzmiewający wokół śmiech Szalonego Pingwina....

Ya - soldat, soldat zabytoy bogom strany

Oglądałam w nocy film o Wielkiej Wojnie Angielskiej W Hiszpanii. Potem mi się przez życie przewijał ciągle ten film.
Oglądałam potem album, który wstrząsnął mną niezmiernie, bo nie spodziewałam się, że może tak być. Nie wiem czemu, właściwie, bo to się dzieje ciągle i zawsze.

Otóż. W ogóle, zacznę od filmu. Film, jak to film. Jak jest wojna, to i są dwie siły. Albo więcej, tu były dwie. Dużo partyzantki, przebieranie się za żołnierzy wroga, lasy, duma, zabici, ranni, pamięć i płacz. Pociski ponad głowami, liczenie każdego naboju, wysłużone karabiny służące zamiast misiów do poduszki - by łatwiej było zacząć.

A album. Album był ładnie wydany, na śliskim papierze. Zawierał kopie dokumentów z tamtej wojny. I - poniekąd - prawdę o niej. Przedstawiał historię o tym, jak to dwie siły postanowiły walczyć, bo nie potrafiły się dogadać. Każda z nich bardzo dobitnie przekonywała swoich ludzi do tego, że to słuszne, że nie ma innego wyjścia, by móc chodzić z podniesioną wysoko głową.

Jeszcze nie jest źle, generalnie. Ot, tak to jest. Racji nie ma, jest konflikt. Z tym, że.. Z tym, że kopie dokumentów w albumie jasno ukazywały, że obydwie siły chciały dokładnie tego samego. Chciały dokładnie tego samego, wszystkich przekonując dookoła, że jest zgoła inaczej, wszystko zachowując w totalnie mrocznej tajemnicy przed sobą nawzajem.

Do bani z takimi siłami, bym rzekła.

szczekanie drugą mową czuowieka

Nad jeziorem Genezaret siadłam i płakałam. Czysto metaforycznie, rzecz jasna, trudno się poczuć naprawdę jak nad jeziorem jadąc w środku lutego autobusem.

***

Nie zamykaj oczu swych. Zimowe motyle są niezwykle rzadkie, zwłaszcza zimą, paradoksalnie. Dzisiaj po raz pierwszy od paru dni spojrzałam w niebo. Było granatowe. Ucieszyłam się, że znów spadnie śnieg.

***

Chwila jest dziecięciem wieczności. Kiedy patrzę na nasze kwiaty wciąż stojące w wazonie, tyle miesięcy już, zgadzam się z tym, że ulotność nadajemy z przyzwyczajenia prawie wszystkiemu, a tak niewiele trzeba, by było inaczej.

***

Fazy międzymetaliczne stanowią grupę materiałów charakteryzujących się właściwościami pośrednimi pomiędzy nadstopami a materiałami ceramicznymi, ze względu na występujący w nich mieszany charakter międzyatomowych wiązań, najczęściej z przewagą wiązania kowalencyjnego, rzadziej metalicznego.

doggy doggy dog

drink. drink. drink or true.

- hej, babe. Przecież wiesz, że ja Cię zawsze ochronię, przecież wiesz. Hej, babe. Co tak się krzywisz?
A pamiętasz jak nas uratowałem? Pamiętasz, jak śrut świszczał nam wokół głów? Pamiętasz? A ja Cię osłaniałem, babe. Moim ramieniem osłaniałem. Dzięki mnie byłaś, babe, bezpieczna. Biegliśmy tak razem, czułem Twój przyspieszony oddech, ale się wtedy bałaś, nie, babe?
A pamiętasz go? Pamiętasz jego wykrzywione szałem usta? Te nożyczki, czy co tam miał, babe, w ręku? Kurrrwa, co to była za akcja, pamiętasz? Pamiętasz jak jednocześnie się na siebie rzucili? Bez wahania, świry.
Myślałem że się zabiją obydwoje. Przepraszam. Wiem, babe, że płakałaś z powodu tego drugiego, obydwaj to świnie były jakich mało. Ale takie jest życie. Życie, to bagno, babe. Zapamiętaj, co Ci mówię. Tylko ja mogę Cię uratować od tej beznadziejności. Nie patrz tak, maleńka.
Pamiętasz, jacy jesteśmy ze sobą szczęśliwi? Pamiętasz, jak się śmiejesz zawsze z tego, co mówię? Pamiętaj, to najlepsze chwile w Twoim życiu, te wspominanie tego, co było. Przed czym Cię uchroniłem. Pamiętaj, babe. Zawsze będę przynosił Ci opowieści, żebyś nie zapomniała, babe, jak było. Znowu się tak patrzysz, mówiłem, że to zdjęcie jest dziwne. Nie powinni tego zdjęcia wybierać. No ale nic, babe. Zawsze będę do Ciebie przychodził i opowiadał. Pamiętaj, babe. Nawet wtedy kiedy niebo będzie płakało Twoimi łzami..

inspire me

inspire meCoś wisiało w powietrzu w zeszłym tygodniu - poprzez zasłonę teraźniejszości udało mi się to wyczuć, ale nie zrozumieć, wkrótce po tym zachorowałam.
Teraz fajnie by było opowiadać o tym z figlarnym uśmiechem paląc fajki i sącząc klimatycznie kawę parującą z ogromnego kubka z misiem.
Tyle, że nie palę fajek i nie pijam kawy.
Ostatnio nie mogę zebrać myśli. -- I wkrótce co, przestanę je miewać ?

Następny proszę.

A tamten zwiesił głowę, jakby rzeczywiście coś się stało. Ja tu się staram być miła i dodać otuchy, a on odchodzi jakbym mu zrobiła jesień średniowiecza z, no.
Ja się zaraz zastrzelę, jeżeli nic nie wymyślę. Czas biegnie nieubłaganie a się proszę wszystkich dookoła o jakieś, jakiekolwiek nawet, myśli a oni nic. Że nie mają czasu, że się spieszą, że właśnie autobus. Kurwa. Żeby to chociaż na jakiś konkretny. To nie, jak się pytam: "a na jaki, skarbie?" to oni że nie wiedzą, że tak tylko, że na pewno będzie coś jechać.

Zaczęłam nawet losowo wybrane obce osoby zaczepiać, też zbywają mnie byle jakimi wymówkami. Ale to niemożliwe, żeby wszyscy na całym świecie (chyba że to tylko tu, w tym mieście?) zmówili się, że nie dadzą mi ani jednej myśli.

Że nie można tak ułatwiać komuś życia, bo to zbrodnia wobec niego i bardzo zły uczynek, taka pomoc.