Czym całe życie? Szaleństwem?
Tyle się ostatnimi czasy o wojnie mówi, jakby ludzie już do niej tęsknili i szukali ukojenia, choćby najmniejszego, w mówieniu o niej. To nic że w kółko i bez sensu. Ale widocznie pomaga.
Z drugiej strony jednak, po zastanowieniu stwierdzam, ze metodę "w kółko i bez sensu" też czasem stosuję, przynosi ulgę.

Mnie dopadł jeden film. Tzn nie przystawił niczego do głowy, ani nie groził, po prostu pojawił się, gdy byłam w pobliżu. Znowu nie pamiętam tytułu, reżysera, roku produkcji, ani dokładnego toku akcji. Bo zainteresował mnie najbardziej tylko jeden fragment. A skoro tylko jeden fragment, to po co pamiętać resztę śmieci..
Przedstawiał świat w kolorze sepii. Jak na starych fotografijach. Mężczyzna w mundurze stał tyłem do ekranu i studiował mapę, na której było pokazane, jak szybko rozprzestrzenia się gaz bojowy wypuszczony "w teren". Byłam totalnie zdziwiona, jak dobre efekty można uzyskać przy pomocy wiatru (oczywiście jeśli nie wieje w stronę "naszą"), jak precyzyjnie można wszystko wyliczyć i oszacować z dokładnością ogromną. Jednocześnie przeszedł mnie dreszcz. Bo człowiek, który oglądał tą mapę był szaleńcem. na chwilę się odwrócił, było widać to w jego oczach. natychmiast zaczęłam się zastanawiać, jak szybko powinniśmy zacząć się bać, i czy przyszły "zdobywca świata" już się narodził.
Potem oglądałam tylko trochę (bo generalnie telewizja jest do niczego) spot reklamowy anty-nikotynowy. Autobus, w nim pasażerowie, i narrator pokazujący trupy na przystankach rzekomo obrazujące byłych palaczy.
Agresję i przemoc mamy chyba w genach.

digg it
del.icio.us
Coś wisiało w powietrzu w zeszłym tygodniu - poprzez zasłonę teraźniejszości udało mi się to wyczuć, ale nie zrozumieć, wkrótce po tym zachorowałam.