Zarządzaj swoim blogiem

Załóż twój blog teraz! Łatwo i za darmo

Archiwum: styczeń 2008

"Said steam, steam, a hundred bad dreams.."

wing 28/01/2008 @ 21:43

Nadszedł czas.
By powiedzieć.
Że.
Chomiki nie powinny ćwiczyć jogi.

Takiego jednego kiedyś widziałam. Stał na czubkach pazurków wszystkich swoich czterech łapek. Trochę mu przeszkadzałam, ale szybko wracał do przerwanej czynności.

Skupiał się.

Wokół niego gromadziła się energia - sprzęt muzyczny leżący obok iskrzył, był bliski pójściu z dymem.
Z laptopem działo się to samo.
W sumie nie za bardzo wiedziałam, jak zareagować, czy go surowo upomnieć czy szturchnąć. W końcu był to chomik Ewy.

A z nie swoimi chomikami należy bardzo uważać.

chomikowy

wybiła 12.00

wing 24/01/2008 @ 12:00

life energy

so fuckin' scared.

wing 22/01/2008 @ 23:34

so fuckin' scared.
naprawdę.

za dużo jest tych spraw.

ktoś przytuliłby..

Śpiewał dziś pan, dwa razy nawet, miał ładny głos, że szkoda czasu na zmartwienia. Że wszystko będzie dobrze..

A mi się znowu śniły takie rzeczy..

shake that thing !

wing 15/01/2008 @ 21:54

nie chce mi się za bardzo myśleć, bo głowę mam nabitą elektronami wtórnymi i wstecznie rozproszonymi, w nocy znowu byłam w kirgistanie, koty mnie śledziły, wczoraj wyprałam swój brudny mózk (<-- chyba jeszcze trochę nie do końca) bo pisałam o binaryzacji.

noooo, nie wspominając o tym, ze Stivenson się nie najadł kawałkiem mięsa, które się podejrzanie na patelni skurczyło. Ale może i dobrze mu tak, bo przez niego, że tak hałasował, musiałam się bić.

co prawda walka szybko się skończyła - oszacowałam szanse i wyszło mi, że lepiej się oszczędzać. no to związali i wzięli gdzieś i zaprowadzili. Stivenson ich śledził i wyśledził. to tylko dlatego miał mieć większy kawałek niż inni.

gdybym chciała zmieniać swoje wykształcenie i miała do wyboru bycie kelnerką, kucharzem czy żadną z tych osób wybrałabym kucharza. czyli jestem indywidualistką i wolę pracować sama, nie w grupie.

(wybór żadnej z tych osób byłby najgorszym wyborem, bo wtedy oznacza, że się w ogóle nie ma na siebie pomysłu - a zawsze mi się wydawało że dokładnie tak właśnie mam... - kolejna sprawa do przemyślenia przed snem.)

siedmioletni brat ma swój numer gadugadu. co do tego też: i'm scared.

więc chodźmy i idźmy spać, pruszki atakują.

-come on everybody! co -co -come on Everybody!! let's twist again..

wing 12/01/2008 @ 22:56

zachód

"pal świece, żeby umysł był czysty."

Za jakimś pagórkiem (one zawsze się znajdą, nawet w najmniej spodziewanych okolicznościach), rzeczką nie za głęboką ni szeroką był domek.
W domku mieszkała dziewczyna. Miała kota. W glinianym garnku kisiła kapustę.
Co tydzień za domem paliła ognisko - dobry sposób na pozbycie się liści - to jesienią. A w inny czas - to dla duchów, tak twierdziła.
Miała małą, oprawioną w skórę (i grubą) książeczkę.

"strzeż się braku chęci i energii."

Żalił jej się ktoś kiedyś. Pamiętała oczy tej osoby, uciekały gdzieś w bok. Żalił się ten ktoś, że gonił za królikami, one się rozbiegały. Co ta osoba się zbliżała to one się rozpierzchały. Pytał się, czy to dobry temat na piosenkę. I czy powinien sobie kupić jakąś nową kurtkę.

"tylko przez krótki czas jesteś wojownikiem, oddaj zatem w tym czasie całego siebie."

Innym razem ktoś się zapytał:
-don't you want somebody to love ?
Odpowiedziała cicho, że tak. Ale nawet wtedy, gdy ten ktoś pogłaskał ją po policzku - ciągle czuła się samotna. Tylko czasem podnosiła niedowierzający wzrok w górę. Żeby dojrzeć oczy. A one się ciągle wpatrywały.

"w gruncie rzeczy, zawsze się zdąży zrobić to, co się zaplanowało, nie jest do tego koniecznie potrzebne spieszenie się ogromne i panika i złość."

Od tego czasu podśpiewywała przy zamiataniu i cieszyła się, że robi coś pożytecznego. Czuła się pod koniec dumna z siebie. Chciała, żeby ktoś ją pochwalił i dał ciasteczko, najlepiej z czekoladą.

"nie bój się."

Często uśmiechała się do swojego kota, zawsze miała dla niego parę miłych słów. Czasem podnosi na duchu: porozmawiać z kimś kto mruczy jak słyszy Twoje słowa. I nie komentuje i nie potępia i nie popędza.

"uśmiechaj się."

Ktoś kiedyś powiedział, że wtedy częściej wychodzi słońce.

Potrafię słuchać, tak. ...nie. ..tak! ...chyba...

wing 11/01/2008 @ 13:26

-nie wierz swym oczom- szepnął wiatr.

słucham nie słów, lecz dźwięków

wing 08/01/2008 @ 23:45

..ale on przed siebie szedł i tak..
..szedł za słonkiem tam, gdzie zachodziło..

Tam było ciemno. To był park, drzewa czarne. Liście czarne. Ziemia. Ławki. Brama. Tam, wśród traw - zabawki - takie żołnierzyki srebrne. One jedne. Mojego brata. Byłam bardzo niezadowolona że ona porozsypywała.

..ale on i tak przed siebie szedł..
..a on wodę życia znaleźć miał..

Nawet tego nie żałowała. O tak, byłam bardzo zła. A jej córka jeszcze ciągle krzyczała jakieś głupoty, że ktoś tam jest złem (ciągle zmieniała wersję kto), że GKS górą (a czasem Ruch).
Jak jakiś natrętny owad.

..lecz przeminą całe pokolenia..
..nim pokonać zdoła złotą dal..

Taaak. Ta złość. Nie wiem, czy destrukcyjna. Chyba tak. Pragnęłam niszczyć. Zwłaszcza, że ona była taka. Irytująca.
Po chwili całe twarze miałyśmy czarne od ziemi. Czarne od trawy. Czarne od nocy.

..woda życia nie istnieje..
..ale zawsze warto po nią iść..
*

Jej ciało było takie okropne. Bardzo miękkie, jakby bez kości. Chciałam się na niej zemścić, zaciskałam zęby naprawdę mocno. Ale ona nawet tego nie zauważała.
Naprawdę mocno. Z całym zaangażowaniem. Wszędzie.

I nic.
A tak chciałam, żeby bolało.

*fragmenty "ballady o głupim jasiu" Kaczmarskiego

I tell you-we will die.

wing 07/01/2008 @ 15:52

Siedział na niewysokim pagórku. Nieruchomy. Wzrok przed siebie.
Wokół sam piasek, niebo.

I on.
On..

Wiatr zatarł już jego ślady.
Można by pomyśleć, że jest człowiekiem znikąd.

Słońce paliło. Zajmowało prawie całe niebo.
Gorące. Piękne. Złote. Wielkie. Silne. Paraliżujące.

Cicho.
Tylko szepty duchów pustyni.
I zawodzenie.

Nie, jednak się gdzieś patrzył.
Patrzył się..
Pustynia postanowiła zdradzić tajemnicę.

Patrzył się.
Chociaż.. co to za tajemnica, którą ktoś już zna..
Bo on wiedział.
Patrzył się na powiewający na wietrze biały kawałek szaty.

Patrzył
się.
Ale nie robił nic więcej, bo nie musiał.
Bo wiedział, że jestem tam ja.
Że moje kości wygrzewają się w słońcu.
Że piasek o nich pamięta. A ziaren piasku jest wiele, więc nie mogę narzekać na brak pamięci.
Że świeci na nie słońce.
Że jest dobrze, bo nie będąc ciągle jestem..
Że nie musi być smutny.