Zarządzaj swoim blogiem

Załóż twój blog teraz! Łatwo i za darmo

Archiwum: czerwiec 2008

zero grind

wing 18/06/2008 @ 22:56

jez porockotekowy

-I przyszedł. Pewnie czegoś szuka.
-Zniżasz głos do szeptu.
-To nie zależy ode mnie. Wierz mi, to może być Jeremiasz.
-Jeremiasz? to on jeszcze tupta po świecie?
-Zaginął dawno temu,wiesz.
-Wiem.
-A jeśli to my właśnie dostąpiliśmy zaszczytu znalezienia go? Możemy mówić o tym światu, nie wygląda, jakby miał coś przeciw.
-A jak poznałeś w ogóle, że to może być Jeremiasz?
-No przecież należymy do jego zakonu...
-Nie musisz mówić z takim wyrzutem. Moje wątpliwości są jak najbardziej na miejscu. Przecież tak naprawdę nikt go nie widział.. A na każdym obrazie każdy jeż wygląda jak Jeremiasz...
-Jak śmiesz..! Zresztą.. po części masz rację.
-Więc?
-Więc usuńmy się mu z drogi, bo jeszcze zmieni zdanie i będzie przeciw.
-?
-Szerzeniu wieści o tym, że nasze drogi skrzyżowały się z jego drogami. Jak Ty mnie w ogóle słuchasz....

-właśnie się dowiedziałem.że duszą i ciałem.

wing 16/06/2008 @ 21:48

ala archa

Niemożliwe jest, jak tak trzęsie strasznie, raz jest się na dole raz na górze. Zresztą, nawet nie da się określić w którym momencie gdzie dokładnie jest ta góra, bo zanim się udaje coś połapać, stan rzeczy się zmienia.. Zatem w sumie wydaje się ciągle że jest się jakoś tak pośrednio zawieszonym.
Ani największe ani najmniejsze wychylenie.

Jeżeli takie pośrednie zawieszenie następuje podczas nauki czy czegoś bardziej twórczego - sprawa nie jest jeszcze przegrana.
Jeżeli natomiast człowiek w takiej sytuacji próbuje zrobić jakieś dobre zdjęcie - równie dobrze można gdzieś wyskoczyć.

Do kawiarni na przykład, na kawę.
O ile jeszcze istnieją kawiarnie..

Aż się nawet czasem człowiek czuje przerażony (całe to przerażenie oczywiście dociera do punktu docelowego dopiero po uzyskania jako takiej równowagi, kiedy już nie trzeba się skupiać nad położeniem swoim względem otoczenia).
Tu namierzanie, tu kontrola (a po co ten laptop? a czy w tym aparacie nie ma jakichś podejrzanych urządzeń? a co wy w ogóle tu robicie?)
I tam kontrola.

Czasem przez to przerażenie człowiek zupełnie wbrew sobie i logice zaczyna grać z nimi w tą grę.
I robi minę pokerzysty. I sprawia wrażenie, że jest inny, niż jest. Że on jest zdolny prowadzić podwójne życie i dziwne interesy. Że też jest obeznany z tą inną stroną.
I ta gra, to udawanie i te podchody zaczynają sprawiać radość.
Aż się człowiek czuje potrzebny...

Aż się czuje jak bohater.

-somebody put sth in my drink.

wing 10/06/2008 @ 15:59

.. i byłam caaała taka. Cała taka pływająca. I myślami zupełnie gdzieś indziej. Dlatego pewnie się dobrze szło, mimo mgły i szarówki. I chłodu. Ale ciepłe bluzy chłód odpędzały.
Skoro miał mapę to miał. I opowiadał o niej, a ja tak słuchałam, caaała taka. Cała taka trochę w innym miejscu, bo byłam pewna, że on mówi o mapie jakiegoś innego kraju. A to przecież była mapa ze skałkami pośród których chodziliśmy. A ja byłam przekonana, że jesteśmy za granicą.
Chociaż granica robi się chyba słowem takim.. nie za bardzo w powszechnym użytku.
I szliśmy.
A było tam, jak sobie szliśmy i mijaliśmy - mnóstwo straganów z pamiątkami (Ach, jak ja lubię stragany z pamiątkami!).
I one wraz z naszymi krokami tak przed oczyma się zmieniały, taki korowód cały straganów z pamiątkami.
A ja się zastanawiałam, że skoro nikogo tu nie ma, tylko my, to czemu to ciągle tak stoi. Czemu nikt tego nie ukradł.
I powiedziałam to jemu.
Aż doszliśmy do końca. (Trochę jak w Mirowie było, tylko tak szaro i chłodno.)A na końcu było ostatni stragan z pamiątkami (Ach..!)
W nim była kobieta. Ja ją dopiero zauważyłam po chwili, bo byłam caaała taka..
A ona nam wytłumaczyła, że przecież ludzie są. Tylko że w obecnym świecie/wymiarze są dla nas jak niewidzialne duchy. My przez nich przechodzimy w ogóle nie widząc.
I zdradziła nam, co powiedzieć, żeby przenieść się do właściwego świata. Bo te stragany były na pograniczu.
I powiedziałam to, i było tak dziwnie, takie przejście przez bardzo gęstą mgłę. Ale jak już się rozwiała to tłum się przeciskał wokół nas, i gwar głosów podnosił się w niebo.
A ja próbowałam parę razy tego przejścia. Ale było to trochę męczące.
I potem, jak już skończyliśmy wędrować tak bardzo chciałam opowiedzieć, co się czuło idąc przez mgłę. Ale nie umiałam. Może dlatego, że wtedy byłam caaała taka... Taka właśnie. Cała taka pływająca.

trskwk & bły bz

wing 04/06/2008 @ 19:26

Wczoraj, zanim w nocy zaczęło padać duszno było i parno przez cały dzień.
Wczoraj było dużo westchnień.
Na szczęście myśli nie za wesołe dziewczyny na chwilę odsunęło napotkanie krzaka białego bzu i zachwyty jej przyjaciółek - chciały zrobić bzowe naleśniki o cudownym aromacie.
A ona zamiast skupiać się na złym losie i na tym, że nie zobaczy tego, którego chciała zobaczyć, mogła bulwersować się, że jak one mogą nawet pomyśleć, że to centrum katowic prawie przecież, że jak to tak, że ptaki, ze na pewno brudne i okropne to przecież.
Że w ogóle, wpierdalać kwiatki ?!
A one się tylko śmiały i przekomarzały z nią próbując przekazać jakie to cudowne w smaku.
Wczoraj wieczór toczył się leniwie. I wokół truskawek. I wokół odrobiny zubrivki - kupionej aż 10 miesięcy temu we Lwowie !
Aż 10 już minęło, kto by pomyślał.
Wczoraj wieczór toczył się, i trwał pośród śmiechów i podziwiania zdolności dwóch braci.
Wczoraj w końcu, dziewczyna złapała sobie faceta. Tak. Chwaliła się i bardzo z tego cieszyła.
Tyle że nie zostało to tak bardzo entuzjastycznie przyjęte przez jej przyjaciółki. Kazały jej go wyrzucić.
Tlumaczyły, co to za facet w skali nano ?
Ale ona ciągle jest smutna z tego powodu..
Że one tak jej nie zrozumiały.. A on tak się garnął.
I nóżkami ponętnie machał..