Zarządzaj swoim blogiem

Załóż twój blog teraz! Łatwo i za darmo

"..and maybe chickens say 'moo' "

Wstęp
-bu ten net mnie wnerwia. jest źle :(
-jaki but ??

Normalne rozwinięcie
mnie gardło przestaje boleć tylko wtedy, kiedy muszę wstawać albo jeśli piję gorącą herbatę.
i zaczęłam chodzić znowu wreszcie ( w ogóle, co to za obijanie...) do dojo. z wyjątkiem dziś. przez gardło.
Tak jak z tym ulubionym cytatem Pieżowym:

"moja silna wola. pierwsza lepsza kurew. puszcza się i łajdaczy."

Kolejna część rozwinięcia. już nie wiem jaka
W banku się dowiedziałam, znaczy powiedzieli:
-Płać! Poza tym, że chcesz wpłacić.
Co za chciwi ludzie. No ja nie mogę.

A potem się dowiedziałam, że miałam iść do tego banku tylko dlatego, że tak bardzo nie chciałam tego zrobić.
Aż zatkało na moment.

Koniec
Koniec.
Jeszcze tylko jeszcze jedna Dębowa Mocna szklanka herbaty (Lecha przedwczoraj stłukłam - takie małe fatum rodzinne. chyba nie powinnam być nadgorliwa i chcieć zmywać za brata)

I dobra książka.
Haha.

a ziemia...zobaczysz..ziemia to nie będzie ziemia...

Zawsze chcieli uratować świat. Ale nigdy nie mówili tego na głos. Pielęgnowali te marzenia w swoich sercach. Dbali o nie.
Pilnowali, żeby nigdy nie zabrakło im wody i światła.

Jeżeli czegoś się.. tak przecież jest. Więc i im los rzucił wyzwanie.
Szansę.
Możliwość.
Nadzieję.

Tylko że nie wszystkim przyszło świętować.
Ale ludzie o nich zaczęli śpiewać.
Wielbić.
Podziwiać.

Tylko... tylko że teraz już czterech Aniołów zsuwało się w Zapomnianych Karczmach pod stół..

"ostatni toast.. milczy się!!"

Niedawno padało.
Wiatr niezdarnie głaszcze po szyi.
Ma takie mroźne dłonie..

Zdjęłam pajęczyny z włosów. Co za niewyobrażalna ulga..

Było ich na początku dziewięciu. Niczym bracia, chociaż ciężkie to zadanie - być dla kogoś. Czasem śpiewali przy ognisku, czasem siedzieli posępni. Kiedy zdarzało im się zapomnieć i pić do upadłego w karczmie wino, obiecywali sobie, że nigdy żaden z nich nie zawiedzie pozostałych.

Że oni zawsze. Że wszyscy dla każdego. Że do śmierci i dalej.
A potem któryś zsuwał się pod stół.
Kiedy tak upadali (zawsze w tej samej kolejności) przysięgali wszystkim, że czuli się wtedy niczym Aniołowie.

Ale nikt o nich nie śpiewał. Nikt nie wielbił. Nikt nie tęsknił długimi nocami. Oni też nie.

Do żadnego człowieka. Do żadnego miejsca.

Dlatego tak bardzo kochali księżyc.
O czwartej nad ranem, kiedy wygląda najpiękniej, kiedy nie udaje się ciągle zasnąć, właśnie wtedy, wtedy tylko czasem któremuś się zdawało, że wszystko już rozumie. Że nie ma żadnych pytań.

Tylko odpowiedzi..

knight's story.

alone

... i jeszcze to, że byłam w Czechach, żeby zobaczyć zamki. Idąc leśną dróżką w pewnym momencie podniosłam wzrok wcześniej wbity w ziemię pod stopami. Był biało-niebieski..
Poszłam potem do następnego i oglądałam flagi. Czy tam proporce. Wszystkie miały rycerza na koniu (z dziwnie ułożoną, jakby kokieteryjnie, nogą [zakończoną zgrabnym kopytem]) tylko różnice w szczegółach, kolorach.

Powiedziałam, zapytałam się pewnej pani, gdzie są tu i tam jaskinie. Powiedziała, że godzinę drogi na zachód. To stwierdziłam, że pójdę sobie na spacer, bo bardzo chciałabym zobaczyć.
Oni, cała reszta, zaczęła protestować, że przecież nie znam tych terenów, nie dogadam się z tubylcami (ale wierzyli w moją inteligencję i zdolności językowe...), zgubię się i będzie problem.

Wzięłam plecak, prowiant, mapę i ruszyłam. Ku zachodowi. Trochę czując się jak błędny rycerz, który przez roztargnienie zgubił swojego rumaka..

"Insane, Insane, Insane, Insane,Insane, I'm Becoming Insane!!!"

Wake me up before I change again

-Ale przyjdziesz po mnie szybko ? Nie zostawisz mnie z nimi długo ?? (byli w marynarkach, takich szarych czy popielatych, jeden z cygarem, tacy biznesmenowi, z teczkami) przyjdziesz po mnie szybko ? Będziesz pamiętał, nie zapomnisz ? Przyjdziesz, nie zostawisz ?

Remind me the story that I won´t get insane

-Tak, tak. Oczywiście, tak. - Głaskał po głowie uspokajająco i wzrokiem dodawał otuchy.

Tell me why it´s always the same

Nie zdążył wyjść z tego pokoju i mnie zostawić. Wyszli oni, my zdezorientowani. Zaczęli oznaczać altankę. Przez okna widzieliśmy, jak naklejają małe białe kwadraciki.

Explain me the reason why I´m so much in pain

Chcieliśmy uciekać. Ha. Na chęciach się skończyło - wokoło trawa zielona zasłana czarno ubranymi postaciami ze snajperkami (znowu ! tym razem jednak to nie żarty i prezentacja). Toczyliśmy się po trawie (przed oczami widziałam wyrywane impetem kuli grudki ziemi, tuż przed twarzą oczami), próbowaliśmy się chować za załomami, krzakami, drzewami, ale wszędzie wszędzie były te czarne postacie.

Before I change again...

Kobiety.

Remind me the story that I won't get insane *

Niektóre nasze posunięcia chwaliły. Zaraz jednak ostrzegały, że szybko musimy sobie znaleźć nowe kryjówki (i potwierdzenie - odstrzelony kawałeczek drewna, o milimetr minięta dłoń). Inaczej - zapłacimy za to życiem...

*infected mushroom 'becoming insane'

night sky.some stars.fresh air......somewhere...

Jakiś pan się przestraszył, że wracam z pracy o godzinie 1.30 w nocy.

Ahh.. i jak się wraca z poświęceniem do domu - to osiągnięcie celu daje dużo więcej satysfakcji, ulgi i radości.

.. Mimo wszystko.. byle nie za często.

"Said steam, steam, a hundred bad dreams.."

Nadszedł czas.
By powiedzieć.
Że.
Chomiki nie powinny ćwiczyć jogi.

Takiego jednego kiedyś widziałam. Stał na czubkach pazurków wszystkich swoich czterech łapek. Trochę mu przeszkadzałam, ale szybko wracał do przerwanej czynności.

Skupiał się.

Wokół niego gromadziła się energia - sprzęt muzyczny leżący obok iskrzył, był bliski pójściu z dymem.
Z laptopem działo się to samo.
W sumie nie za bardzo wiedziałam, jak zareagować, czy go surowo upomnieć czy szturchnąć. W końcu był to chomik Ewy.

A z nie swoimi chomikami należy bardzo uważać.

chomikowy

wybiła 12.00

life energy

so fuckin' scared.

so fuckin' scared.
naprawdę.

za dużo jest tych spraw.

ktoś przytuliłby..

Śpiewał dziś pan, dwa razy nawet, miał ładny głos, że szkoda czasu na zmartwienia. Że wszystko będzie dobrze..

A mi się znowu śniły takie rzeczy..

shake that thing !

nie chce mi się za bardzo myśleć, bo głowę mam nabitą elektronami wtórnymi i wstecznie rozproszonymi, w nocy znowu byłam w kirgistanie, koty mnie śledziły, wczoraj wyprałam swój brudny mózk (<-- chyba jeszcze trochę nie do końca) bo pisałam o binaryzacji.

noooo, nie wspominając o tym, ze Stivenson się nie najadł kawałkiem mięsa, które się podejrzanie na patelni skurczyło. Ale może i dobrze mu tak, bo przez niego, że tak hałasował, musiałam się bić.

co prawda walka szybko się skończyła - oszacowałam szanse i wyszło mi, że lepiej się oszczędzać. no to związali i wzięli gdzieś i zaprowadzili. Stivenson ich śledził i wyśledził. to tylko dlatego miał mieć większy kawałek niż inni.

gdybym chciała zmieniać swoje wykształcenie i miała do wyboru bycie kelnerką, kucharzem czy żadną z tych osób wybrałabym kucharza. czyli jestem indywidualistką i wolę pracować sama, nie w grupie.

(wybór żadnej z tych osób byłby najgorszym wyborem, bo wtedy oznacza, że się w ogóle nie ma na siebie pomysłu - a zawsze mi się wydawało że dokładnie tak właśnie mam... - kolejna sprawa do przemyślenia przed snem.)

siedmioletni brat ma swój numer gadugadu. co do tego też: i'm scared.

więc chodźmy i idźmy spać, pruszki atakują.