Zarządzaj swoim blogiem

Załóż twój blog teraz! Łatwo i za darmo

4 days left

- Co Ty widzisz?
- Widzę dziewczę w długiej sukni przykrywającej stopy. Ona siedzi. Nawet gdyby stała, to pewnie tych stóp nie byłoby widać. Spod tej sukni. Jest jasna, błękitna, niezapominajkowa, bławatkowa, jakaś taka właśnie. Ma smutne oczy i smukłe palce. I długie jasne proste włosy.
Dziewcze o smutnych oczach trąca struny.

Trąca jedną. Widzisz siebie jak idziesz mozolnie pod górę. Pot leje sie Ci po twarzy. Czujesz to powietrze - przed chwilą przestalo padać. Czujesz przyklejające się do skóry ubranie. Jest Ci dobrze, bo czujesz swoją siłę, swoje mięśnie. Czujesz, że idziesz do przodu. Nieważne, że nie znasz celu. Grunt, że on Cię zna.
Kiedy ostatni kamień stromej ścieżki pozostaje za Tobą widzisz skałę. We mgle.
Rozglądasz się, wokoło las, przed Tobą ta skała i ścieżka w las. Mgła Cię otula, a Ci się robi coraz bardziej chłodno.
Patrzysz na mapę.
Wchodzisz nawet na tą skałkę, by zobaczyć widok i mgłę. I czubki drzew. I zastanawiasz się, jakbyś się czuł, gdybyś spadł z tej skały. Prawie kręci Ci się w głowie i nie masz tak do końća pewności, czy masz lęk, czy go nie masz.
Schodzisz ze skałki i idziesz dalej.

- Co Ty widzisz?
- Widzę kobietę o poważnej twarzy. Parę nieśmiałych zmarszczek zaczyna coraz bardziej znaczyć jej twarz. Długie jasne włosy ma spięte w ciasny kok. Ani jedno pasmo nie opada wolne. Ma na sobie ciemny obcisły strój.
Stoi przed ścianą w której umieszczonych jest tysiąc albo i więcej płytek wykonanych z przeźroczystego tworzywa. Pokrytych dziwnymi wzorkami.

Wyciąga jedną. Widzisz siebie, jak się rozglądasz dookoła. Już coraz ciemniej się robi, coraz mniej widzisz. Scieżka jest wąska, biegnie w dół, woda wyżłobiła ją w niezbyt wygodne dla stóp kształty. Naniosła śmieci, które podczas podróży pozatrzymywały się w czasie - na kamieniach. Ty wypatrujesz odrobiny płaskiego terenu. Wypatrujesz miejsca, gdzie mógłbyś bezpiecznie spać. Tę jedną noc, a potem pójść dalej. Już we słońcu i cieple. Zbierając jagody.
Wypatrujesz i myślisz, czy znajdziesz. A zmrok zapada coraz szybciej. Wchodzisz w las. Ubranie masz mokre i ciężkie. Mech jest caly wilgotny od deszczu, delikatnie ugina się pod stopami. Czujesz się, jak niesłyszalny drapieżnik.
Chodzisz. To tu, to tam. Tu odgarniesz gałąź, tu przystaniesz i się zastanowisz. I sie obejrzysz czasem, czy nie zgubiłeś miejsca, gdzie pozostawiłeś plecak. Ta czy ta? Tu spać, czy tu? Tu jest większy spadek czy tu? Tu wiecej szyszek czy tu?
W niepewnym świetle latarki rozbijasz namiot. I dobrze, bo zaczyna znowu padać. A w środku jest tak przytulnie.. przymykasz oczy zadowolony z siebie.

Wyciąga inną. Widzisz siebie jak wracasz beztrosko po tęczy. Kropelki wody czasem muskają Cię po twarzy. Wiatr je natychmiast osusza. Nad Tobą mocne słońce, ale powietrze jest jeszcze rześkie i chłodne - jak to po deszczu. Ta tęcza Cię hipnotyzuje. Zastanawiasz się, co by było, gdybyś na końću tej podróży faktycznie znalazł garniec złota.

- Co Ty widzisz?
- Widzę siebie jak idę przez miasto. Wszystko się zmieniło. Wszystko jest monumentalne i zatłoczone. A mi tak ciężko iść przed siebie. Znowu mi tak ciężko iść przed siebie. Ale spotykam kogoś, kogo znam, ale go nie poznaję, ale nie mówię mu, że go nie poznaję. No i dzieki temu, że go spotykam to zapominam trochę, że tak ciężko mi iść.

sprawozdanije.

Pracujemy nad formą.
Ja przeżyłam załamanie.
On przeżył załamanie.

No i walka. I refleksja: trzeba było chodzić na te treningi,no.

Dwa razy weszliśmy na baranią górę podczas kiedy za trzecim stało się to naprawdę. Żal mi było nie zbierać tych wszystkich prawdziwków po drodze, no ale cóż, obijałby się po nogach, a w plecaku by się zgniotły.
Więc zostały, tona jagód na krzakach również.. A jakie słodkie i duże były !! i takie fioletowe !! (:P)

Nie było czym oddychać. Słońce niemiłosierne. Grzmoty po bokach. Tak sobie myślałam, że co tam, gdzie tam burza, przejdzie bokiem, albo zdążymy jej uciec.

Na szczycie, pośród połamanych piorunami drzew nas dopadła.
Tak wiadrami mniej więcej na nas spadała. No i właśnie ona nalała nam do butów od góry. Znaczy, no trudno żeby od dołu.
Generalnie nalała.

I zacinało od boku, strony prawej. I prawie po kostki w błocie i kałużach szybko szliśmy przed siebie.
A potem się wracaliśmy bo się nam wydawało, że zgubiliśmy szlak. Co nie było do końca prawdą...

Na polanie wyłonił nam się z mgły (po deszczu wszystko parowało, i te kłaczki pomiędzy górami wyglądały jak młodsi bracia tych z kirgistanu kłaków) jeździec z głową.
Pytał się, gdzie tu w okolicy najbliżej jakaś mieścina.
W czarnym płaszczu i czarnym kapeluszu skojarzył mi się z kominiarzem- zabójcą.
Ale nie dałam po sobie nic poznać.

A na tej baraniej widok był piękny. Tylko wiało, więc weszliśmy z wieży która, jak się patrzyło na jej szczyt ponad nami miała się już już wywalić. Wraz z nami. Chmury tak szeptały. I robiły zakłady, kieyd się to stanie.

Barierka była górzysta. Ale nie udało się zlokalizować szczytów.

W gierkowskim bloku trochę poniżej (już myślałam, że nigdy tam nie dojdziemy, a w przyszłym tygodniu przecież trzeba by iść z trochę większym obciążeniem) spało się cudownie.
A podobno gorąca woda była lekko ciepława.

A rano wyciem obudziły nas psy.
Potem jaszczurka (ze 2 cm!) przebiegła nam drogę i byliśmy z powrotem.

..

zero grind

jez porockotekowy

-I przyszedł. Pewnie czegoś szuka.
-Zniżasz głos do szeptu.
-To nie zależy ode mnie. Wierz mi, to może być Jeremiasz.
-Jeremiasz? to on jeszcze tupta po świecie?
-Zaginął dawno temu,wiesz.
-Wiem.
-A jeśli to my właśnie dostąpiliśmy zaszczytu znalezienia go? Możemy mówić o tym światu, nie wygląda, jakby miał coś przeciw.
-A jak poznałeś w ogóle, że to może być Jeremiasz?
-No przecież należymy do jego zakonu...
-Nie musisz mówić z takim wyrzutem. Moje wątpliwości są jak najbardziej na miejscu. Przecież tak naprawdę nikt go nie widział.. A na każdym obrazie każdy jeż wygląda jak Jeremiasz...
-Jak śmiesz..! Zresztą.. po części masz rację.
-Więc?
-Więc usuńmy się mu z drogi, bo jeszcze zmieni zdanie i będzie przeciw.
-?
-Szerzeniu wieści o tym, że nasze drogi skrzyżowały się z jego drogami. Jak Ty mnie w ogóle słuchasz....

-właśnie się dowiedziałem.że duszą i ciałem.

ala archa

Niemożliwe jest, jak tak trzęsie strasznie, raz jest się na dole raz na górze. Zresztą, nawet nie da się określić w którym momencie gdzie dokładnie jest ta góra, bo zanim się udaje coś połapać, stan rzeczy się zmienia.. Zatem w sumie wydaje się ciągle że jest się jakoś tak pośrednio zawieszonym.
Ani największe ani najmniejsze wychylenie.

Jeżeli takie pośrednie zawieszenie następuje podczas nauki czy czegoś bardziej twórczego - sprawa nie jest jeszcze przegrana.
Jeżeli natomiast człowiek w takiej sytuacji próbuje zrobić jakieś dobre zdjęcie - równie dobrze można gdzieś wyskoczyć.

Do kawiarni na przykład, na kawę.
O ile jeszcze istnieją kawiarnie..

Aż się nawet czasem człowiek czuje przerażony (całe to przerażenie oczywiście dociera do punktu docelowego dopiero po uzyskania jako takiej równowagi, kiedy już nie trzeba się skupiać nad położeniem swoim względem otoczenia).
Tu namierzanie, tu kontrola (a po co ten laptop? a czy w tym aparacie nie ma jakichś podejrzanych urządzeń? a co wy w ogóle tu robicie?)
I tam kontrola.

Czasem przez to przerażenie człowiek zupełnie wbrew sobie i logice zaczyna grać z nimi w tą grę.
I robi minę pokerzysty. I sprawia wrażenie, że jest inny, niż jest. Że on jest zdolny prowadzić podwójne życie i dziwne interesy. Że też jest obeznany z tą inną stroną.
I ta gra, to udawanie i te podchody zaczynają sprawiać radość.
Aż się człowiek czuje potrzebny...

Aż się czuje jak bohater.

-somebody put sth in my drink.

.. i byłam caaała taka. Cała taka pływająca. I myślami zupełnie gdzieś indziej. Dlatego pewnie się dobrze szło, mimo mgły i szarówki. I chłodu. Ale ciepłe bluzy chłód odpędzały.
Skoro miał mapę to miał. I opowiadał o niej, a ja tak słuchałam, caaała taka. Cała taka trochę w innym miejscu, bo byłam pewna, że on mówi o mapie jakiegoś innego kraju. A to przecież była mapa ze skałkami pośród których chodziliśmy. A ja byłam przekonana, że jesteśmy za granicą.
Chociaż granica robi się chyba słowem takim.. nie za bardzo w powszechnym użytku.
I szliśmy.
A było tam, jak sobie szliśmy i mijaliśmy - mnóstwo straganów z pamiątkami (Ach, jak ja lubię stragany z pamiątkami!).
I one wraz z naszymi krokami tak przed oczyma się zmieniały, taki korowód cały straganów z pamiątkami.
A ja się zastanawiałam, że skoro nikogo tu nie ma, tylko my, to czemu to ciągle tak stoi. Czemu nikt tego nie ukradł.
I powiedziałam to jemu.
Aż doszliśmy do końca. (Trochę jak w Mirowie było, tylko tak szaro i chłodno.)A na końcu było ostatni stragan z pamiątkami (Ach..!)
W nim była kobieta. Ja ją dopiero zauważyłam po chwili, bo byłam caaała taka..
A ona nam wytłumaczyła, że przecież ludzie są. Tylko że w obecnym świecie/wymiarze są dla nas jak niewidzialne duchy. My przez nich przechodzimy w ogóle nie widząc.
I zdradziła nam, co powiedzieć, żeby przenieść się do właściwego świata. Bo te stragany były na pograniczu.
I powiedziałam to, i było tak dziwnie, takie przejście przez bardzo gęstą mgłę. Ale jak już się rozwiała to tłum się przeciskał wokół nas, i gwar głosów podnosił się w niebo.
A ja próbowałam parę razy tego przejścia. Ale było to trochę męczące.
I potem, jak już skończyliśmy wędrować tak bardzo chciałam opowiedzieć, co się czuło idąc przez mgłę. Ale nie umiałam. Może dlatego, że wtedy byłam caaała taka... Taka właśnie. Cała taka pływająca.

trskwk & bły bz

Wczoraj, zanim w nocy zaczęło padać duszno było i parno przez cały dzień.
Wczoraj było dużo westchnień.
Na szczęście myśli nie za wesołe dziewczyny na chwilę odsunęło napotkanie krzaka białego bzu i zachwyty jej przyjaciółek - chciały zrobić bzowe naleśniki o cudownym aromacie.
A ona zamiast skupiać się na złym losie i na tym, że nie zobaczy tego, którego chciała zobaczyć, mogła bulwersować się, że jak one mogą nawet pomyśleć, że to centrum katowic prawie przecież, że jak to tak, że ptaki, ze na pewno brudne i okropne to przecież.
Że w ogóle, wpierdalać kwiatki ?!
A one się tylko śmiały i przekomarzały z nią próbując przekazać jakie to cudowne w smaku.
Wczoraj wieczór toczył się leniwie. I wokół truskawek. I wokół odrobiny zubrivki - kupionej aż 10 miesięcy temu we Lwowie !
Aż 10 już minęło, kto by pomyślał.
Wczoraj wieczór toczył się, i trwał pośród śmiechów i podziwiania zdolności dwóch braci.
Wczoraj w końcu, dziewczyna złapała sobie faceta. Tak. Chwaliła się i bardzo z tego cieszyła.
Tyle że nie zostało to tak bardzo entuzjastycznie przyjęte przez jej przyjaciółki. Kazały jej go wyrzucić.
Tlumaczyły, co to za facet w skali nano ?
Ale ona ciągle jest smutna z tego powodu..
Że one tak jej nie zrozumiały.. A on tak się garnął.
I nóżkami ponętnie machał..

-Mo - że za - tań - cu - jesz ?

ФлайzZzа (ТАРТАК)

Dzisiaj robimy dużo hałasu.
Po ukraińsku.
Skaczemy w górę, machamy rękoma i generalnie robimy dużo dużo szumu.

Bo dzisiaj Czarna ostatni dzień w Spencerze.

Dzisiaj słuchamy wesołych piosenek.
Też robiących dużo hałasu.
No i dzisiaj jest Święto Kwitnących Głogów.

A jutro jest Czas Na Bezwzględne Uczenie Się Automatyki I Robotyki.
Ale też wesołe, dopuszczalne jest słuchanie wesołych piosenek robiących dużo hałasu gdzie ludziki skaczą i machają rękoma.

No i przez to co wypożyczyłam matce mojej z biblioteki czuję się rozproszona. a Brednie takie tam są w tej książce że ho.

o tym że ona go rzuciła, a on był taki gorący, a potem, a w ogóle ona to zrobiła, bo się dowiedziała, że inna miała większy pierścionek od niego, niej, znaczy się, a w ogóle to nie chcieli wydać jej książki, no a jej ojciec postanowił wypaść autem za most, a ona powiedziała przed kamerami, bo kazali być jej reporterką, że on nie popełnił samobójstwa, bo jest typem wojownika.

a najgorsze jest to,że nikt w tej książce nie skacze w górę, nie macha rękoma ani nie robi pozytywnego hałasu.

I nie mam już Stargate'ów ! bo wszystkie obejrzałam :(

tam czasem machali ramionami i robili hałas. zwłaszcza wysadzając obce statki Wraith.a, w górę też skakali, gdy coś wybuchło obok.

Look who's dancing.

Rowerem w stronę lasu,zdecydowanie, po piaszczystej drodze. Słońce zachodzące pomarańczową barwą oblewa cały świat, jest tak sielsko. Zieleń pełna i soczysta.

Kiedy spojrzałam, tak bez żadnego powodu w prawo zobaczyłam, że ktoś koło mnie jedzie. Trochę nieufnie się odnosiłam do faktu, że zaczął coś do mnie mówić. (I musiałam uważać na ten piasek, bo było go dużo, szczególnie na boku drogi, takie zwały całe.)

Chłopak mówi mi o słońcu, i mierzeniu odległości za jego pomocą, że gdzieś przejście z Północnej części na Południową zajmuje dzień, a to znaczy że to taka a taka odległość.
Chyba chodziło o chodzenie po słońcu.

Wjeżdżaliśmy coraz bliżej lasu, robiło się coraz ciemniej. Piasek zniknął, pojawiły się bloki, jakby wulkanicznej skały. I byliśmy już trochę wyżej ponad drogą.
Stanęliśmy koło jaskini, tam było trochę więcej ludzi.
Ja siadłam na skraju, zwieszając nogi w dół, daleko od dołu.
I pojawił się nagle kolejny nieznajomy.
Tak zupełnie blisko i niespodziewanie.

A ja niepokoiłam się, czy godzina już nie za późna.

..raining today. it is? it was?


Nie pozwalam,

by gnębiło mnie coś,

czego zmienić nie mogę.

her eyes.. she is on the dark side.

Dosyć dziwna grupa.
Ja - jeszcze roztrzęsiona i pełna obaw o moje myszy.
Ona .. i inni, jeszcze dziwniejsi albo równie dziwni co my.

A ona.. o niej tak w sumie niewiele wiem.
Ubiera się w fiolety bądź czernie, trudno rozróżnić, półmrok jest jej ulubioną porą dnia.I te woalki które ma na sobie zawsze, już nikt przecież woalek nie nosi. Tylko ona. Wygląda dystyngowanie i tajemniczo. I rękawiczki. Długie, czarne, koronkowe.

A dopiero potem się dowiedziałam, że nie ma wyboru, bo jest trująca. Kobieta. I jak się jej przyjrzałam dokładniej, to widziałam na twarzy krople jadu, wyglądały jak krople miodu.. Takie złote..
Dlatego. Żeby jej nikt nie dotknął ..i w rezultacie nie odpłynął do miejsca, z którego by już nie wrócił.
Nie w tym samym wcieleniu w każdym razie.

Byliśmy mieszkańcami jednego domu. Flaga tego domu, dla odróżnienia od nas, dla kontrastu, była kolorowa, przeważał niebieski i biały. I pieski.

A jak szliśmy - chodnikiem, ścieżką, obok boiska to ludzie się patrzyli. Widziałam w nich obawę, może strach nawet.
A my staraliśmy się pokazać, że nie jesteśmy źli. Już nie.
Nawet czasem ustępowaliśmy komuś drogi.

Ale tak idąc, wyprostowana, z głową-nie-opuszczoną czułam się jak na dzikim zachodzie. Ten płaszcz, co powiewa. Ta świadomość siły.
No i to, że są ludzie, którzy pilnują moich pleców.

A ja ich.
I tak to szło.
I trwało.