Zarządzaj swoim blogiem

Załóż twój blog teraz! Łatwo i za darmo

raz.dwa.trzy.

Pierwsza noc. Nie mogę spać. Boli. Zastanawiam się, czy naprawdę chciałabym teraz umrzeć. Nie. Chcę żyć. ŻYĆ.
Druga noc. Nie mogę spać. Boli. Nie biorę tabletek. Nie chcę się truć. Chcę słyszeć swój organizm. Zawodzący i smutny. Ale to Jego głos. I to jest ważne. Nie mogę spać, chciałabym.
Chciałabym, ale nie mogę, bo słyszę myśli. Słowa, wypowiedzi, zdania. Intonacje, fragmenty rozmów, jakieś opisy. Widziałam niemal te słowa, i ich barwy. Nie dało się uspokoić i uciszyć.
Trzecia noc. Nie boli.. Uczę się spać. Uczę się zasypiać. Mówię sobie: zamknąć oczy.. czekać.. I być.
Sny zmęczyły.
Wyśniłam swoje myszy...
Bałam się potem o nie, ale chyba jest dobrze.
No i chyba generalnie jest lepiej, bo znikły oślizgłe i obrzydliwe robaki, pozostały same motyle. To dziś.

same dobre wiadomości.same..sam..sss..

re-cycleZastanawiałam się.
I wyszło mi, że nie chcę tego pamiętać.
Nie żebym nie lubiła dialogów z sobą samą.
Ale tego nie rozumiem. TEGO przekazu. TEJ informacji.

Była dziewczyna.
Miała bardzo długie i bardzo czarne włosy. Proste włosy.
Jednocześnie - to ją czyniło, powiedzmy, niezwykłą - jednocześnie posiadała swoje własne martwe ciało. W wannie. Widziałam je.
Miało otwarte oczy - same białka. I te włosy..
Rano do pokoju w którym spałyśmy - ja i jej żywa wersja weszła moja mama. Miała pretensje - przyniosła garnek z resztką zupy i pływającą tam głową tej dziewczyny. Miała pretensje, że tamta tego nie wylała, a obiecała podobno.
Potem wyszła, a my się bałyśmy. Więc dziewczyna o czarnych włosach mająca gdzieś tam indziej swoje martwe ciało przeniosła się do mojego łóżka. Ja wyjęłam nóż z szuflady.
Dobry, ostry.
Dostałam go od brata na urodziny. Miałam jeszcze inny.. ale zgubiłam na rockotece..
Wyjęłam, przećwiczyłam parę razy szybkie ruchy - żeby wyciągnąć, raz ciąć i pozbyć się tego czegoś, co nam groziło.
Wiem, że to bardzo niedobre miało być. I złe. I straszne chyba.
.. ale nie przyszło, bo się obudziłam.

So..let's shoot sth.

Dobrze, że czasem prowadzący zajęcia na uczelni starają się urozmaicić nieco.. albo może zobrazować dokładniej niż na zdjęciach, pozwolić dotknąć tego, co jest głównym tematem.

Mieliśmy z jakąś blondyną, młodą, całą na czarno ubraną. Wszyscy otoczyli ją zwartym kołem.
Nie było nikogo, kto się nie interesował.
Zresztą nie było nas na szczęście tak wielu, więc każdy widział.

Szybko, z wielkim znawstwem, pewnie składała karabinek snajperski. Widać było, że o niego dbała, był dobrze utrzymany, czysty i naoliwiony. Czy co tam się powinno robić z karabinami.
Wyjaśniała, która część do czego służy. Funkcje, rady praktyczne, ciekawostki.
Mogłam poczuć,sama, bez nikogo.
Poczuć ten słodki ciężar. Władzy właściwie. Nie była naładowana, oczywiście. Ale naboje leżały obok. Miałam świadomość, że wystarczy sięgnąć dłonią. I.

Patrzyłam przez celownik.
Czułam się bardzo profesjonalnie. Wszyscy milczeli. Chyba czuli się podobnie jak ja, tak .. mistycznie.

Prowadząca powiedziała coś do Xięcia. On lubił kobiety, lubił mieć zajęcia z młodymi i pięknymi. I inteligentnymi.
Ona coś powiedziała, nie usłyszałam, bo byłam zajęta celowaniem, a on zaczął potrząsać głową, skakać po sali krzycząc "TAK! TAK! TAK!!"
Nigdy się nie dowiedziałam, dlaczego akurat "tak"...

"Mam takie dość ludzkie pragnienie.Chciałabym umrzeć."

Świeczki drżały na wietrze. Co chwila pochylałam się, by je ponownie zapalić. Rękawy nurzały się w wosku, palił się materiał od płomieni innych świec.
Ale to było dobre.
Póki się paliły, było dobre.

Przy nich wiatr nie był tak zimny, dom tak daleko, ciemność taka straszna, noc taka długa, i głód taki dokuczliwy.

Ludzie naokoło mnie wyglądali jak duchy. Mroczne duchy, twarzy nie umiałam dostrzec, chyba że ktoś zapalał papierosa.
Za to dobrze słyszałam ich opowieści. Przy grobie zawsze można wysłuchać czegoś ku przestrodze.

Wiedziałam, że ma wąsy - wszak był moim wujem. Zazwyczaj miał przyjemny głos, ale teraz mało co było przyjemne, chyba że znajdowało się blisko świec. Teraz był trochę poddenerwowany, szczegóły różniące jego opowieść od opowieści ciotki..

..był sobie jeden mężczyzna.
miał żonę. (-młodszą od siebie o 40 lat. -przecież to niemożliwe, co Ty gadasz. gdyby taka była różnica to miałby teraz koło 90 lat, a to niemożliwe. - no przecież wiem dobrze, nie sprzeczaj się.. może ze 20..)
Żona była dobra, miała pomysły na swoje życie. Urodziła dziecko. Ale mimo pomysłów i początkowych sukcesów coś poszło nie tak. Może kupili sobie nowy dom, a może coś, co miało nabrać siły jej wreszcie nabrało.
Żona umarła. Zabrała ze sobą też dziecko.
Umarł teść - ojciec żony. Umarł wuj, wuj żony.
Ludzie mówili - to przez tą wierzbę płaczącą. Nie można mieć koło domu takiej wierzby, zetnij ją, bo będzie tak ciągle.
cementary
Skończyło się życie drzewa - skończyły się zgony.
A może to było JEJ ulubione drzewo..
A może nie lubiło płakać samotnie..

-don't cry, baby.they all will be dead.all that stupid motherfuckers.

a gun

"On tu był
Wielka woda
Tryska źródło
Jakby boskie
Stukot kopyt
Trzepot skrzydeł
Boski rumak, boski żeglarz
Był tu boski Pegaz! "

Kładliśmy się spać, wstawaliśmy. Życie się toczyło. W ciągłym chaosie, ale nie da się w dzisiejszych czasach zaznać za wiele spokoju.
Była muzyka.
Można było zamknąć oczy. I poczuć się normalnie..

"On ma moc
Spod kopyta
Tryska źródło
My dziękujmy
Za jeziora
Oceany
Boski rumak, boski żeglarz
Był tu boski Pegaz! "

Gdyby zawsze po otwarciu oczu czuło się, czy będzie inaczej, czy będzie jak zwykle - psychicznie wewnętrznie byłoby spokojniej i lepiej. Można by się nastawić i wybrać.

Ale nie. Wstaliśmy, jeszcze nie do końca w realnym świecie, jeszcze trochę żyjąc snem, jeszcze czując zapach jagodowych ciastek, jeszcze czując na skórze dotyk ukochanych dłoni..

"Dobry Panie
Święty stworze
Niepojęty
Jakby boski
My pytamy
Ty nam powiedz
Skąd ta woda, skąd ta woda
Był tu boski Pegaz! "

Tamtych już nie było, szybko się zmyli.
Nie było też broni.
Żadnego pierdolonego karabinu, zwykłego pistoletu.
Nic!
Tylko syknięcie z bólu po uderzeniu pięścią w ścianę. Tak dać się oszukać.. Poszli...

"Przez nieboskłon
Koń skrzydlaty
Niepojęty
Jakby boski
Galopuje
Kopytami
Dotknie ziemi, tryska źródło
Był tu boski Pegaz! "
*

Zanim wrócą.
-Maciek! Masz gdzieś schowany pistolet?? chociaż jeden, nie mamy się czym bronić..! -Trochę paniki, chociaż zawsze sobie obiecuję, że będzie spokój, że zawsze jest wyjście. Niezłe wyjście. Nie najgorsze wyjście.
-Tak! mam! zobacz pod łóżko.
Patrzę. Mały, nie najnowszy, ale ma przynajmniej nożyk.
Pytam się o naboje.
-Praktycznie wcale.. tego zapomniałem dodać.

Nie będę siedzieć i rozpaczać. Twarz pod zimną wodę. Polało się po podłodze. Trudno, to już nie mój dom. Już tu nie mieszkam.
Układamy kołdrę tak, żeby wyglądało, że jeszcze śpimy.
Nie wiem, jaki mają plan, nikt nigdy nie przewidzi co się dzieje w głowie innej osoby.
Nie umiem czytać w myślach. Cholera, trzeba było. Trochę się temu poświęcić.

..żadnego.. nie zostawili żadnego..skurwysyny..
Cisną się na usta. Ale się hamuję. Chociaż powinnam krzyczeć głośno krzyczeć. To by oczyściło umysł. Mogłabym wreszcie myśleć. Trzeźwo.
Alkohol.

Uderza mnie w ramię.
-Chodź. Ten jeden nabój wystarczy. Wystarczy. Jeszcze mamy noże. One nigdy nie zawiodą.

Drzwi otwierają się i pokazują nam świat.
Jak wygląda dzisiaj.
Bo wczoraj był inny.
I głaskał mnie po głowie.
Dziś leje po mordzie.
Jutro? Jutro może mnie pochować.

* Sushi "Pegaz"

} i {



izomotyle







butterfly.gif

golden scorpio

Znowu wiało w oczy. Piach wciskał się do ust jakby szukając tam lepszej przyszłości. A takiej nie miał szans znaleźć.
Było nas pięcioro. Ciężkie buty, słone krople na twarzach. I słońce.
TO ukochane słońce.
Którego nienawidziłam.
Weszliśmy w końcu do domu.
Drewniany, bez zbędnych sprzętów. Nie wiem czy było tam coś więcej niż stół i parę krzeseł.
Nanieśliśmy piachu. Albo raczej - sam za nami wleciał. Tu też nie miał prawa spodziewać się czegoś lepszego niż na zewnątrz.

Dwóch wyszło. Wzięli broń i po chwili nie było już ich widać na horyzoncie. My zostaliśmy.
Jedzenie. Zaczynało robić się chłodniej i ciemniej - trzeba było się owinąć kocami.

Jeszcze przed wyjściem ostrzegli nas, żebyśmy uważali na złote skorpiony. Bo zdradliwe. Bo wszędzie.
Ale uważałam, że w domu nie powinny się znaleźć. Chociaż czujności nie, nie osłabiło to przekonanie. Co innego sobie myśleć a co innego mieć pewność.

Wreszcie ich zobaczyliśmy, kurz, że się zbliżają.
Ale przeczucia.
Coś było z nimi nie tak.
Broń ściśnięta mocniej. Jakby to mogło coś pomóc.
Mówię - coś nie tak. Są inni. Musimy uważać.
Nie wierzyli mi za bardzo. Ale pochowaliśmy się za załomami. Tamci też nie wracali tak jak powinni wracać, chowali się za wydmami, szli otoczeni pyłem.
Byłoby widać błyski w oczach.
Gdyby.
Ale nie było, tylko wyobraźnia.

Padły strzały. Wiatr zdusił krzyki. Kto przeżył. Ci dobrzy. Nie pamiętam, nie widziałam, świat mi uciekł spod nóg, ciemność zabrała wzrok.
golden scorpio
Te skorpiony cholerne.
Nienawidzę, jak mi chodzą po rękach, po spodniach.
Nie da się wtedy ruszyć. Można tylko patrzeć.
I można się modlić.
Bo jak kogoś dotkną..
.. to świat już nie wygląda tak jak wyglądał.

nano

1

Tak to się zaczyna.
Pył.
Hałas.
Dużo krzyku.
Niepewność. Co za. Drzwiami.
Na jak długo zostaną otwarte. czy warto było otwierać.Czy nie powinno się było odwrócić i zastanowić, czy czasem nie lepiej uratować kogoś innego. Niż siebie.

Nanomateriały opanowywują świat. Są jak moje myszy. Co też knują, ale wybaczam im, bo się do mnie uśmiechają. I są grzeczne. A nano.. póki wszystko idzie po ich myślach - jest OK.
Pokażą pazury, jak coraz więcej osób przejrzy ich plany.

A wtedy nic już, naprawdę, nic nie pomoże.
Chyba że znajdzie się bohater.
Z bliznami na twarzy i umięśnionym ciałem. Z przeszłością.
karabinem i paroma granatami w kieszeni.