-don't cry, baby.they all will be dead.all that stupid motherfuckers.
"On tu był
Wielka woda
Tryska źródło
Jakby boskie
Stukot kopyt
Trzepot skrzydeł
Boski rumak, boski żeglarz
Był tu boski Pegaz! "
Kładliśmy się spać, wstawaliśmy. Życie się toczyło. W ciągłym chaosie, ale nie da się w dzisiejszych czasach zaznać za wiele spokoju.
Była muzyka.
Można było zamknąć oczy. I poczuć się normalnie..
"On ma moc
Spod kopyta
Tryska źródło
My dziękujmy
Za jeziora
Oceany
Boski rumak, boski żeglarz
Był tu boski Pegaz! "
Gdyby zawsze po otwarciu oczu czuło się, czy będzie inaczej, czy będzie jak zwykle - psychicznie wewnętrznie byłoby spokojniej i lepiej. Można by się nastawić i wybrać.
Ale nie. Wstaliśmy, jeszcze nie do końca w realnym świecie, jeszcze trochę żyjąc snem, jeszcze czując zapach jagodowych ciastek, jeszcze czując na skórze dotyk ukochanych dłoni..
"Dobry Panie
Święty stworze
Niepojęty
Jakby boski
My pytamy
Ty nam powiedz
Skąd ta woda, skąd ta woda
Był tu boski Pegaz! "
Tamtych już nie było, szybko się zmyli.
Nie było też broni.
Żadnego pierdolonego karabinu, zwykłego pistoletu.
Nic!
Tylko syknięcie z bólu po uderzeniu pięścią w ścianę. Tak dać się oszukać.. Poszli...
"Przez nieboskłon
Koń skrzydlaty
Niepojęty
Jakby boski
Galopuje
Kopytami
Dotknie ziemi, tryska źródło
Był tu boski Pegaz! "*
Zanim wrócą.
-Maciek! Masz gdzieś schowany pistolet?? chociaż jeden, nie mamy się czym bronić..! -Trochę paniki, chociaż zawsze sobie obiecuję, że będzie spokój, że zawsze jest wyjście. Niezłe wyjście. Nie najgorsze wyjście.
-Tak! mam! zobacz pod łóżko.
Patrzę. Mały, nie najnowszy, ale ma przynajmniej nożyk.
Pytam się o naboje.
-Praktycznie wcale.. tego zapomniałem dodać.
Nie będę siedzieć i rozpaczać. Twarz pod zimną wodę. Polało się po podłodze. Trudno, to już nie mój dom. Już tu nie mieszkam.
Układamy kołdrę tak, żeby wyglądało, że jeszcze śpimy.
Nie wiem, jaki mają plan, nikt nigdy nie przewidzi co się dzieje w głowie innej osoby.
Nie umiem czytać w myślach. Cholera, trzeba było. Trochę się temu poświęcić.
..żadnego.. nie zostawili żadnego..skurwysyny..
Cisną się na usta. Ale się hamuję. Chociaż powinnam krzyczeć głośno krzyczeć. To by oczyściło umysł. Mogłabym wreszcie myśleć. Trzeźwo.
Alkohol.
Uderza mnie w ramię.
-Chodź. Ten jeden nabój wystarczy. Wystarczy. Jeszcze mamy noże. One nigdy nie zawiodą.
Drzwi otwierają się i pokazują nam świat.
Jak wygląda dzisiaj.
Bo wczoraj był inny.
I głaskał mnie po głowie.
Dziś leje po mordzie.
Jutro? Jutro może mnie pochować.
* Sushi "Pegaz"

digg it
del.icio.us