"- Za szybko prowadzicie..!! tańczycie upojeni..!! już nie mam sił,by w waszym korowodzie iść !!"
Była sobie raz jedna dziewczyna. Nawet nie za bardzo pamiętam, jak wyglądała. Chyba miała granatową kurtkę.
Miała sobie raz taki problem owa dziewczyna.
Nikt jej nie wierzył w to, co mówiła.

A mówiła ludziom, że się odtworzyła. Stała się na nowo. To już chyba był trzeci raz.
Że za każdym razem ginęła w ogniu.
Że za każdym razem pozostawały po niej spalone gałęzie, popiół, skrawki ubrania.
Zrobiła się z tego wszystkiego poważna sprawa, powiedziała komuś tam. W cywilu po lesie chodzili z nią policjanci. Znaleźli to miejsce.
Gałęzie (nawet nie za bardzo przypalone, ułożone w stosik, na nim kawałki jej ubrania).
Uwierzyli jej.
Ale nie wiedzieli, co z tym robić dalej.
Nie wiedzieli, co tak naprawdę powinni znaleźć na tym, przy tym.
Więc zapadł zmierzch, potem noc.
Oni położyli się spać i zapomnieli.
A ona.. ona próbowała dalej.
By ktoś uwierzył na dłużej.

digg it
del.icio.us
Miała za mało dowodów, charyzmy albo obu. To podstawy jej porażki.
(jak sie już koloru podłogi nie pamięta to faktycznie warto coś z tym zrobić... wykopaliska?)