o naturze wszechrzeczy.
Zupełnie.
To znaczy wziąć te wszystkie je, zmiąć w kulkę, rzucić nimi o ścianę, podeptać je, warknąć na nie, rozszarpać je a potem je podpalić.
Kiedy już będą się paliły płomieniem czystym a jasnym przeskoczyć ogień trzy razy, zwracając się za każdym razem w inną 1/3 część wszechświata, wyjąc z wilkami pospołu pieśń zwycięstwa i rozpaczy zarazem.
Bo zawsze kiedy umiera wróg jakaś pustka w sercu nastaje i człowiek czuje się bogatszy a zarazem biedniejszy.
Kiedy pieśń umrze wznieść pięści w górę, ku gwiazdom i stanąć niczym bóg ognia przeciwko bogowi niebios.
Wyszarpnąć zza pazuchy zawiniątko z solą i rozsypać za siebie, gdzie ono się pali i skwierczy. Baczyć należy by nie stało się to ruchem zbyt zamaszystym ,ale i nie zbyt oszczędnym, gdyż cenna przyprawa na ziemię tedy spadnie i nie osoli onego, co skwierczy.
Kiedy płomień trawiący ono przygaśnie - zasiąść można przebardzo.

digg it
del.icio.us