inspire me
Coś wisiało w powietrzu w zeszłym tygodniu - poprzez zasłonę teraźniejszości udało mi się to wyczuć, ale nie zrozumieć, wkrótce po tym zachorowałam.
Teraz fajnie by było opowiadać o tym z figlarnym uśmiechem paląc fajki i sącząc klimatycznie kawę parującą z ogromnego kubka z misiem.
Tyle, że nie palę fajek i nie pijam kawy.
Ostatnio nie mogę zebrać myśli. -- I wkrótce co, przestanę je miewać ?
Następny proszę.
A tamten zwiesił głowę, jakby rzeczywiście coś się stało. Ja tu się staram być miła i dodać otuchy, a on odchodzi jakbym mu zrobiła jesień średniowiecza z, no.
Ja się zaraz zastrzelę, jeżeli nic nie wymyślę. Czas biegnie nieubłaganie a się proszę wszystkich dookoła o jakieś, jakiekolwiek nawet, myśli a oni nic. Że nie mają czasu, że się spieszą, że właśnie autobus. Kurwa. Żeby to chociaż na jakiś konkretny. To nie, jak się pytam: "a na jaki, skarbie?" to oni że nie wiedzą, że tak tylko, że na pewno będzie coś jechać.
Zaczęłam nawet losowo wybrane obce osoby zaczepiać, też zbywają mnie byle jakimi wymówkami. Ale to niemożliwe, żeby wszyscy na całym świecie (chyba że to tylko tu, w tym mieście?) zmówili się, że nie dadzą mi ani jednej myśli.
Że nie można tak ułatwiać komuś życia, bo to zbrodnia wobec niego i bardzo zły uczynek, taka pomoc.

digg it
del.icio.us