just playing with my paranoia
Deszcz ostatnio padał, a jako że deszcze generalnie nie przeszkadzają mi za bardzo - postanowiłam się w jakże miłym męskim towarzystwie przejść do opery. Wybrałam czarną wąską suknię i długi sznur pereł. Wydawało mi się to odpowiednie - budynek opery był duży, stary, mieścił się przy wyłożonej brukiem wąskiej uliczce, nikt nią nie jeździł prawie.
Lubię poskramiać chaos i przywracać równowagę. uspokaja mnie to i raduje niespokojną duszę.
Potoki deszczu lały się z nieba. Chciało mi się stanąć i przyłączyć się do ogólnej, wyczuwalnej wokół rozpaczy. A mogłam jedynie pozwolić na delikatną pieszczotę kropel nagich ramion.
Po wyjściu z budynku - wciąż pod wrażeniem występu, przepychu, głosów, dźwięków, kolorów - umysł potrzebował czasu - byliśmy świadkiem dziwnej ceny.
Po drugiej stronie ulicy stał czarny samochód a za nim bryczka o jednym, bardzo solidnym kole zaprzęgnięta w karego konia. Z przedniego okna czarnego auta wychylała się twarz Szalonego Pingwina - oczywista, nie był on rzeczywistym pingwinem, tylko wszyscy w mieście go tak po cichu nazywali, z powodu aparycji. utarło się.
Więc widziałam go, jak się szaleńczo śmieje - nie był to widok miły i napawający optymizmem, o nie. Przebiegł mnie dreszcz. Do bryczki wsiadał właśnie łysy potężny jegomość o zaciętej twarzy. Nic nie mówił.
Ale widać było, że Szalony Pingwin z niego się śmieje. Auto odjechało. Bryczka dosłownie chwilę potem pomknęła w górę ulicy - w życiu nie sądziłam, że koń jest w stanie biec tak szybko.
Wiedziałam, że łysy jegomość zamierza prześcignąć Szalonego Pingwina, byłam jednocześnie pewna, iż nie zdoła tego dokonać. To, co nastąpiło potem wprawiło mnie w prawdziwe osłupienie. By skrócić sobie drogę, łysy jegomość pokierował bryczkę wprost na stojącą nieopodal kamienicę.
Chciałam odwrócić twarz, by nie obserwować zderzenia, krwi, nie słyszeć krzyków i kwiku bogom winnego ducha zwierzęcia. Stałam jednak nieruchomo i patrzyłam, jak bryczka wjeżdża na ścianę i mknie w górę, ku dachowi. Wstrzymałam oddech, jak cały świat wstrzymał, patrzyłam w górę i myślałam: "dasz radę, dasz radę, już niedaleko..."
Tuż przed szczytem odpadł. Odpadł, a ja słyszałam rozbrzmiewający wokół śmiech Szalonego Pingwina....

digg it
del.icio.us