Zarządzaj swoim blogiem

Załóż twój blog teraz! Łatwo i za darmo

ze mną się, kurwa, nie napijesz ?!

A mnie się nie za bardzo chce śmiać, bo ostatnio spacerowałam bo bardzo chwiejnym i bardzo niesolidnie wykonanym moście. Mając nad sobą niebiosa całe w błękicie i złocie a pod sobą tajemniczą i skłębioną, jak i (zapewne) nieokiełznaną mgłę i ciemność.

Ciemność i mgłę.
Zamgloną ciemność.
Ciemną mglistość.

Wszystko zaczęło się od tego, że nie mam cierpliwości. Nie mam spokoju w głosie, nie mam ducha statecznego. No a wiadomo, żółwie wyczuwają takie rzeczy.

Potem już poszło łatwo, niezadowolenie, rozchwianie na wietrze, zmarznięcie na zimnie, skok do niepewnej wody (nawet jeszcze przed puszczeniem po niej kaczki!!).

I tak zabrnęłam w to miejsce dziwne i niejasne. Porzucając po drodze swoje postanowienia i zasady, swoje nawyki i sposób myślenia. Może dobrym pomysłem by było przejść przez ten most na drugi brzeg (a ja się wycofałam, jak to ja, tuż przed końcem) tak by się oczyścić. Zafundować sobie własne katharsis. Prywatne. I osobiste.

Niewiem no niewiemno. Się posypało. Ale w środku, bo na zewnątrz jest ok. Znów osiągnęłam minimum lokalne. Znów trzeba się namęczyć ze wspinaniem.

To w zasadzie podobnie jak z wędrowaniem na Sywulę. Idziesz i ciągle myślisz, że ta następna góra będzie tą właściwą. Ale kiedy zadowolony wchodzisz na jej szczyt - widzisz kolejną, większą. Więc myślisz sobie: "o, to będzie na pewno tamta". Po czym sytuacja się powtarza i powtarza. Aż jesteś tak zmęczony, że przestajesz myśleć. A wtedy.. wreszcie. Osiągasz szczyt.


digg it | del.icio.us

Jeden komentarz »

  1. agent — 2010-01-24 - 23:24:05 GMT 1

    Albo robisz błąd i spadasz z góry.

    Powodzenia w osiąganiu maksimum lokalnego większego niż poprzednie :)

Skomentuj


<a href> <em> <blockquote> <strong> <cite> <code> <ul> <li> <dl> <dt> <dd>