<?xml version="1.0" encoding="utf-8"?><rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/" >
<channel>
<title>.zły duch..mieszka tak daleko stąd. </title>
<link>http://wing.nireblog.com</link>
<description>NieSpreCyzowana.moJa.SenNa.u-spiRit-yst-YczNa-iona. </description>
<pubDate>Wed, 10 Feb 2010 11:07:43 +0100</pubDate>
<image>
<title>.zły duch..mieszka tak daleko stąd. </title>
<url>http://files.nireblog.com/blogs/wing/gravatar.gif</url>
<link>http://wing.nireblog.com</link>
</image>
<generator>http://nireblog.com</generator>
	<item>
	<title>kiedy narcyz kwitnie, wody się burzą. kiedy bez przekwita - ziemianie się nużą.</title>
	<link>http://wing.nireblog.com/post/2010/01/28/kiedy-narcyz-kwitnie-wody-sie-burzn-kiedy-bez-przekwita-ziemianie-sie-nuzn</link>
	<guid>http://wing.nireblog.com/post/2010/01/28/kiedy-narcyz-kwitnie-wody-sie-burzn-kiedy-bez-przekwita-ziemianie-sie-nuzn</guid>
		<description><![CDATA[<p>Teoretycznie pocieszać bym się mogła, że każdemu się może zdarzyć. Mimo tego pocieszenia - byłam niezadowolona.<br />
Otóż - wysiadłam z autobusu pewną będąc iż dojechałam do dworca. Okolica co prawda wydała mi się średnio znajoma, ale nie zważając na to szłam w kierunku uznanym przeze mnie za właściwy.<br />
Prawie że pod auto wpadłam.. jeszcze ktoś na mnie nakrzyczał, że niby nie patrzę, gdzie idę.</p>
<p>No i dotarła do mnie prawda w całej okazałości: jestem w zabitej (dosłownie) dechami dziurze.. droga wąska, popękana. Ubogie gospodarstwa w których bawią się ubogie dzieci (dodam jeszcze, że brutalność ich zabaw mnie przeraziła, widziałam zrezygnowanego pieska przebitego jakimś żelastwem oraz drugiego, ze zbyt mocno ściśniętą smyczą). </p>
<p>Przystanku autobusowego trochę się naszukałam, jeszcze biegałam z jednej strony ulicy na drugą, zastanawiając się gdzie ten właściwy. W końcu, bo czekanie się dłużyło bardzo, jacyś miejscowi pokazali mi drogę "na skróty". Uf. No więc skorzystałam.</p>
<p>Gdyby to był koniec przygód na ten dzień, to by jeszcze uszło. Ledwie wróciłam do domu mężczyzna mój wyciągnął mnie na wycieczkę po jakichś piwnicach i podziemiach. "super łatwa i szybka droga do mojej koleżanki, zobaczysz" -mówił. No więc dobra.</p>
<p>Wprost z tych podziemi wychodziło się do kuchni owej koleżanki, która, jak tylko się wyłoniłam, zaczęła opowiadać, że ma dwójkę gości, że oni jeszcze śpią, a ona w tym czasie sobie po cichutku sprząta kuchnię, układa, gotuje. Wszystko tak cichutko, żeby ich nie obudzić.</p>
<p>Szalony był to wieczór. Napiszę tylko tyle, że dawno już nie wypiłam takich ilości herbaty. Rozmawialiśmy o przeróżnych sprawach, naprawdę, nawet o wyjeździe dnia następnego do hiszpanii. Z braku sponsorów odmówiliśmy, ale pomarzyć dobra rzecz.</p>
<p>Nie wiem kto mądry taką rzecz wypowiedział, ale Maciej się zastosował. Zaczął smarować żółwia trucizną po której małej skóra stawała się bardzo czerwona i nieładna. Bez zmartwień jednak - zapewniano - trucizna zapewni małej, że się odrodzi na nowo. </p>
<p>Po powrocie do domu patrzyłam na żółwia z niepokojem. Jedno oczko przymknięte, czerwoność prawie zeszła, ale generalnie wyglądała niefajnie. Zaczęłam się obawiać, że jeśli faktycznie po tej truciźnie umrze, to jaka gwarancja, że będę umiała ją odrodzić?</p>
<p>Poszłam się umyć. Tam kolejna straszna rzecz. Wołam mamę - mamo, powiedz co to, czy mam się martwić?<br />
Mama krzyczy. Robi wyrzuty, że to wszystko przez wczoraj, że przez alkohol, że to moja wina..<br />
A ja, no cóż. Nie przestałam się bać.
</p>
<p><a href="http://wing.nireblog.com/post/2010/01/28/kiedy-narcyz-kwitnie-wody-sie-burzn-kiedy-bez-przekwita-ziemianie-sie-nuzn#comments">Comments</a></p>]]></description>
	<pubDate>Thu, 28 Jan 2010 19:23:30 +0100</pubDate>	</item>
	<item>
	<title>ze mną się, kurwa, nie napijesz ?!</title>
	<link>http://wing.nireblog.com/post/2010/01/22/ze-mnn-sie-kurwa-nie-napijesz</link>
	<guid>http://wing.nireblog.com/post/2010/01/22/ze-mnn-sie-kurwa-nie-napijesz</guid>
		<description><![CDATA[<p>A mnie się nie za bardzo chce śmiać, bo ostatnio spacerowałam bo bardzo chwiejnym i bardzo niesolidnie wykonanym moście. Mając nad sobą niebiosa całe w błękicie i złocie a pod sobą tajemniczą i skłębioną, jak i (zapewne) nieokiełznaną mgłę i ciemność. </p>
<p>Ciemność i mgłę.<br />
Zamgloną ciemność.<br />
Ciemną mglistość.</p>
<p>Wszystko zaczęło się od tego, że nie mam cierpliwości. Nie mam spokoju w głosie, nie mam ducha statecznego. No a wiadomo, żółwie wyczuwają takie rzeczy.</p>
<p>Potem już poszło łatwo, niezadowolenie, rozchwianie na wietrze, zmarznięcie na zimnie, skok do niepewnej wody (nawet jeszcze przed puszczeniem po niej kaczki!!).</p>
<p>I tak zabrnęłam w to miejsce dziwne i niejasne. Porzucając po drodze swoje postanowienia i zasady, swoje nawyki i sposób myślenia. Może dobrym pomysłem by było przejść przez ten most na drugi brzeg (a ja się wycofałam, jak to ja, tuż przed końcem) tak by się oczyścić. Zafundować sobie własne katharsis. Prywatne. I osobiste.</p>
<p>Niewiem no niewiemno. Się posypało. Ale w środku, bo na zewnątrz jest ok. Znów osiągnęłam minimum lokalne. Znów trzeba się namęczyć ze wspinaniem. </p>
<p>To w zasadzie podobnie jak z wędrowaniem na Sywulę. Idziesz i ciągle myślisz, że ta następna góra będzie tą właściwą. Ale kiedy zadowolony wchodzisz na jej szczyt - widzisz kolejną, większą. Więc myślisz sobie: "o, to będzie na pewno tamta". Po czym sytuacja się powtarza i powtarza. Aż jesteś tak zmęczony, że przestajesz myśleć. A wtedy.. wreszcie. Osiągasz szczyt.
</p>
<p><a href="http://wing.nireblog.com/post/2010/01/22/ze-mnn-sie-kurwa-nie-napijesz#comments">Comments</a></p>]]></description>
	<pubDate>Fri, 22 Jan 2010 16:34:29 +0100</pubDate>	</item>
	<item>
	<title>Na samym dnie neony oślepiają mnie</title>
	<link>http://wing.nireblog.com/post/2010/01/12/na-samym-dnie-neony-oslepiajn-mnie</link>
	<guid>http://wing.nireblog.com/post/2010/01/12/na-samym-dnie-neony-oslepiajn-mnie</guid>
		<description><![CDATA[<p><b>Chyba</b> się zestarzałam </p>
<p>(?)</p>
<p>Kto w <b>dzisiejszych</b> czasach, w moim wieku</p>
<p>(Age:24,5)</p>
<p>ma <b>takie</b> priorytety?</p>
<p>(1/ fajnie w domu<br />
2/ wyprasowane ubranka dla żółwia<br />
3/ upieczone/ugotowane)</p>
<p>Plus oczywiście parę normalniejszych <b>rzeczy</b></p>
<p>(jakaś impreza (ehh, cocacolowa)<br />
jakaś książka<br />
jakiś film<br />
jakiś WYJAZD (ehh, góóry..)<br />
jakaś rzecz zrobiona tylko dla siebie)</p>
<p>Wniosek jest taki, że chyba nie w tej epoce się urodziłam, bo <b>marzenia</b> też mam dziwne</p>
<p>(domek z ogródkiem w czyssstej i naturallnej okolicy)</p>
<p>choć nie <b>tylko</b></p>
<p>(nie pracować, nie jestem zwierzem pracującym, 8h ?? haha)</p>
<p>Aleśmy sobie do dupy <b>życie</b> zorganizowali </p>
<p>(ludzkość generalnie)</p>
<p>Dziś żółw przejawia wyjątkową dzienną aktywność, aż mi się babki przypalają. No i jeeee. Eh. je. A ja się stresuję za każdym razem, jak zaczyna.</p>
<p>Bo to jest takie "chap!" & action begins.</p>
<p>Jeszcze się pożalę:<br />
śniadanie po 12 a na obiad nie miałam czasu. A ja muszę dietę!! co najmniej 5 posiłków dziennie. fUck.</p>
<p>tzn doba za krótka albo ta organizacja nawala.<br />
no. nawala nawala. ale czas. 2 tyg minęło, to nie dużo. jeszcze.
</p>
<p><a href="http://wing.nireblog.com/post/2010/01/12/na-samym-dnie-neony-oslepiajn-mnie#comments">Comments</a></p>]]></description>
	<pubDate>Tue, 12 Jan 2010 16:23:56 +0100</pubDate>	</item>
	<item>
	<title>&quot;if you wanna be rich, you have to be a bitch.&quot;</title>
	<link>http://wing.nireblog.com/post/2010/01/11/if-you-wanna-be-rich-you-have-to-be-a-bitch</link>
	<guid>http://wing.nireblog.com/post/2010/01/11/if-you-wanna-be-rich-you-have-to-be-a-bitch</guid>
		<description><![CDATA[<p>Spotkałam dziś psa, który był mały, nic nie widział przez włosy i miał mordę całą we śniegu. I wyglądał na zadowolonego. Trochę poprawił mi humor.</p>
<p>Ponadto- już wczoraj przypomniał mi się jeden motyw.</p>
<p>Mianowicie- byłam u kogoś z wizytą, nie pamiętam nawet już u kogo, to nie jest ważne. Ważne jest, że ów ktoś miał kota. Kot był już bardzo stary, siedział w klatce. Ja sobie stałam naprzeciw i się jemu przyglądałam. W pewnym momencie coś małego z klatki wypadło. Rozglądałam się po podłodze zaciekawiona cóż to było, kto próbował jakoś łapą to zagarnąć i generalnie wyglądał na lekko poruszonego tą sytuacją. </p>
<p>Właściciel kota jak to ujrzał wszystko opowiedział i rozwiał. Z klatki wypadł kotu ząb. Jego jeden jedyny, który pomógł mu przeżyć tak długo. W zasadzie to nawet nie był jego własny, choć po takim czasie posiadania go na pewno go za takowy uznawał.</p>
<p>Od początku jednak. Kiedy kot był mały szanse na jego przeżycie były naprawdę niewielkie -bardzo chorował. Stracił wszystkie zęby. Gospodarz poruszony i zdesperowany poprosił Siły Zbrojne które akurat w jego mieście urządzały ogromną ucztę o resztki ze stołu. </p>
<p>ot, w zasadzie koniec historii, bo jak się domyśleć łatwo można, uratowały kotu życie - nie drążyłam skąd się w resztkach się ząb dla kota znalazł - i wszyscy odtąd żyli szczęśliwie.
</p>
<p><a href="http://wing.nireblog.com/post/2010/01/11/if-you-wanna-be-rich-you-have-to-be-a-bitch#comments">Comments</a></p>]]></description>
	<pubDate>Mon, 11 Jan 2010 18:21:43 +0100</pubDate>	</item>
	<item>
	<title>ene due rabe</title>
	<link>http://wing.nireblog.com/post/2010/01/06/ene-due-rabe</link>
	<guid>http://wing.nireblog.com/post/2010/01/06/ene-due-rabe</guid>
		<description><![CDATA[<p>a. zapomniałabym.<br />
szczęśliwa jestem.
</p>
<p><a href="http://wing.nireblog.com/post/2010/01/06/ene-due-rabe#comments">Comments</a></p>]]></description>
	<pubDate>Wed, 06 Jan 2010 18:11:11 +0100</pubDate>	</item>
	<item>
	<title>eh żizń..</title>
	<link>http://wing.nireblog.com/post/2010/01/06/eh-zizn</link>
	<guid>http://wing.nireblog.com/post/2010/01/06/eh-zizn</guid>
		<description><![CDATA[<p>Z sennych rzeczy, które pamiętam (był jeden fajny motyw, który miałam w pamięci, ale niestety przez krótki czas tylko) to to, że we śnie mówiłam, że dwa razy śnił mi się zmarły niedawno dziadek i zastanawiałam się, co to może znaczyć.<br />
A teraz mi wpadło do głowy, że za pośrednictwem snu chciał zobaczyć prawnuczkę, której się nie doczekał.<br />
Ot, spekulacje.</p>
<p>Poza sennymi sprawami - powzięłam poważną decyzję o samodoskonaleniu się - w czym ma pomóc żółw.<br />
Liczę w każdym razie na nią i mam nadzieję, że się nie zawiodę.<br />
Samodoskonalenie przede wszystkim w procesach organizowania sobie czasu, żeby był na wszystko - i czytanie, i komputer, i opiekę (taką solidną, rzecz jasna) nad żółwiem, i zadbanie o siebie, i jeszcze na zrobienie czegoś w domu, i w kuchni a potem żeby jeszcze był czas na pracę.<br />
Trochę sporo jak na jedyne 24h ale podobno nie ma rzeczy niemożliwych..</p>
<p>Tak się przyziemnie zrobiło, ale śnieg fajny, więc można go z bliska pooglądać. No i ja też ostatnio przyziemnie żyję - na co nie narzekam, ale zaobserwowałam, że tak jak u Kayah, ciąża zweryfikowała trochę moje znajomości.</p>
<p>Chociaż w sumie ciężko się wybrać z brzuchatą osobą na rocko..<br />
No a teraz tym bardziej - tylko grzeczne imprezy w domu - w sensie herbata. </p>
<p>No ale jeszcze tylko 18 lat i żółw poimprezuje z nami ;)
</p>
<p><a href="http://wing.nireblog.com/post/2010/01/06/eh-zizn#comments">Comments</a></p>]]></description>
	<pubDate>Wed, 06 Jan 2010 18:10:14 +0100</pubDate>	</item>
	<item>
	<title>Czym całe życie? Szaleństwem?</title>
	<link>http://wing.nireblog.com/post/2009/09/17/czym-cale-zycie-szalenstwem</link>
	<guid>http://wing.nireblog.com/post/2009/09/17/czym-cale-zycie-szalenstwem</guid>
		<description><![CDATA[<p>Tyle się ostatnimi czasy o wojnie mówi, jakby ludzie już do niej tęsknili i szukali ukojenia, choćby najmniejszego, w mówieniu o niej. To nic że w kółko i bez sensu. Ale widocznie pomaga.<br />
Z drugiej strony jednak, po zastanowieniu stwierdzam, ze metodę "w kółko i bez sensu" też czasem stosuję, przynosi ulgę.</p>
<p><img id="image526571" src="http://files.nireblog.com/blogs1/wing/files/heather-johnston-sepia-dogwoods-iii.jpg" alt="sepia" align="middle" class="imgcentro" /></p>
<p>Mnie dopadł jeden film. Tzn nie przystawił niczego do głowy, ani nie groził, po prostu pojawił się, gdy byłam w pobliżu. Znowu nie pamiętam tytułu, reżysera, roku produkcji, ani dokładnego toku akcji. Bo zainteresował mnie najbardziej tylko jeden fragment. A skoro tylko jeden fragment, to po co pamiętać resztę śmieci..</p>
<p>Przedstawiał świat w kolorze sepii. Jak na starych fotografijach. Mężczyzna w mundurze stał tyłem do ekranu i studiował mapę, na której było pokazane, jak szybko rozprzestrzenia się gaz bojowy wypuszczony "w teren". Byłam totalnie zdziwiona, jak dobre efekty można uzyskać przy pomocy wiatru (oczywiście jeśli nie wieje w stronę "naszą"), jak precyzyjnie można wszystko wyliczyć i oszacować z dokładnością ogromną. Jednocześnie przeszedł mnie dreszcz. Bo człowiek, który oglądał tą mapę był szaleńcem. na chwilę się odwrócił, było widać to w jego oczach. natychmiast zaczęłam się zastanawiać, jak szybko powinniśmy zacząć się bać, i czy przyszły "zdobywca świata" już się narodził.</p>
<p>Potem oglądałam tylko trochę (bo generalnie telewizja jest do niczego) spot reklamowy anty-nikotynowy. Autobus, w nim pasażerowie, i narrator pokazujący trupy na przystankach rzekomo obrazujące byłych palaczy.</p>
<p>Agresję i przemoc mamy chyba w genach.
</p>
<p><a href="http://wing.nireblog.com/post/2009/09/17/czym-cale-zycie-szalenstwem#comments">Comments</a></p>]]></description>
	<pubDate>Thu, 17 Sep 2009 08:53:15 +0100</pubDate>	</item>
	<item>
	<title>o zaletach próżniowych pieców łukowych</title>
	<link>http://wing.nireblog.com/post/2009/08/30/o-zaletach-prozniowych-piecow-lukowych</link>
	<guid>http://wing.nireblog.com/post/2009/08/30/o-zaletach-prozniowych-piecow-lukowych</guid>
		<description><![CDATA[<p>Uważam, że moim zdaniem (tak mi podpowiada intuicja tudzież siódmy zmysł) chwile milczenia są budujące. Nie spodziewam się oczywiście, że z okazji całej tej budowy skończę w pięknym jednorodzinnym domku na wsi, ale chociażby się atmosfera i chwila napięcia wybudowała, byłoby dobrze.</p>
<p>Miło byłoby, jak sądzę, napisać, że obecnie żegluję sobie spokojnie po Oceanie Spokoju łowiąc raz za razem jakąś rybkę czy rekinka i rozmyślając o pięknie i mocy czających się we wszechświecie.</p>
<p>Wydaje mi się jednak, że sytuacja sprawia wrażenie zgoła innej, dlatego też nie ma zupełnie sensu zużywanie zbyt dużej ilości bawełny (zwłaszcza, że w Chinach mamy do czynienia z klęską suszy). Pewnie, że nie spotykam się ciągle ze sztormami, ale pewne meandry i mielizny losu nie ominęły nawet tego maleńkiego i niepozornego stateczku, na którym płynę. </p>
<p>Póki co widać jakieś palmy na horyzoncie. Może nawet z bananami nie zjedzonymi jeszcze przez wygłodniałe małpy z szaleństwem w oczach? Kto tam wie.. Idę uzupełnić dziennik pokładowy, żeby zimą, wieczorem móc popijając kakao powspominać dzieje.
</p>
<p><a href="http://wing.nireblog.com/post/2009/08/30/o-zaletach-prozniowych-piecow-lukowych#comments">Comments</a></p>]]></description>
	<pubDate>Sun, 30 Aug 2009 15:19:36 +0100</pubDate>	</item>
	<item>
	<title>hej, suczki..nanananaaa..</title>
	<link>http://wing.nireblog.com/post/2009/05/17/hej-suczkinanananaaa</link>
	<guid>http://wing.nireblog.com/post/2009/05/17/hej-suczkinanananaaa</guid>
		<description><![CDATA[<p>Jako osoba przez najbliższe miesiące niepoczytalna i nieprzewidywalna postanowiłam to uczcić.<br />
Jeszcze nie wiem jak, ale podobno liczą się chęci. Jeszcze nie wiem czemu, ale podobno nimi dobrymi piekło wybrukowane. Czy jakoś tak.</p>
<p>Konwalie więdną, deszcz nie pada, odcinki House'a się kończą, a praca nie-na-pisana.</p>
<p>To tyle w skrócie. Aha, no w sumie jest jeszcze jedna rzecz, ale o oczywistościach głupio się gada. </p>
<p>Jakkolwiek, przyjmuję gratulacje.<br />
Mój munż chyba tyż.
</p>
<p><a href="http://wing.nireblog.com/post/2009/05/17/hej-suczkinanananaaa#comments">Comments</a></p>]]></description>
	<pubDate>Sun, 17 May 2009 23:15:16 +0100</pubDate>	</item>
	<item>
	<title>Who are you killing in your mind ?</title>
	<link>http://wing.nireblog.com/post/2009/03/31/who-are-you-killing-in-your-mind</link>
	<guid>http://wing.nireblog.com/post/2009/03/31/who-are-you-killing-in-your-mind</guid>
		<description><![CDATA[<p>Z ważnym.<br />
Wieściem:</p>
<p>--- irlandia została zbrukana !!!!!!</p>
<p>- krzyczą nagłówki gazet (wyobrażam to sobie, bo gazet nie czytam)</p>
<p>- ja cię, co za wydarzenie. Trening się odbył w połowie tak jak się odbywał zawsze. Za-w-sze !!</p>
<p>Po zdyszaniu nas trochę sensei zebrał nas w grupie i rzekł w te oto słowa:</p>
<p>- zaiste (tego nie powiedział), ważna chwila nadejszła. (tego też nie) ale mówił potem tak:<br />
- postaram się to wam wytłumaczyć i jakoś przedstawić- (jako że my ciołki jesteśmy użył jednej jakże pięknej alegorii: "metoda na głoda"). </p>
<p>mówił:</p>
<p>- wyobraźcie sobie, że stoi na stole serek homogenizowany. Ta cała zaistniała sytuacja jest tym serkiem. Rzecz w tym, iż ten serek na stole, nie jest pełnym serkiem - takim, jakim stałby, gdyby był -- normalny. </p>
<p>- temu serkowi czegoś brakuje, a wy stoicie nad nim płacząc. I u nas jest podobnie - jest serek, ale nie ma honoru. Honoru nie ma !</p>
<p>- i dlatego ta sytuacja jest taka ważna: serek jest, honoru brak. A w normalnej - honor ubywałby wraz ze serkiem - czyli równowaga nie zostałaby zachwiana !!</p>
<p>wzniósł znacząco palec ku górze. Poruszył głową. Spojrzał na nas wyczekująco. Mruknęliśmy ze zrozumieniem. Pokiwaliśmy poważnie głowami..</p>
<p>Potem przedstawiliśmy przedstawienie jakie z tej okazji przygotować dla nas do nauczenia raczył.</p>
<p><img id="image488962" src="http://files.nireblog.com/blogs1/wing/files/ireland_15326850.jpg" alt="ireland" align="left" /><br />
--------------------<br />
-------<br />
Taaak.. istotnie. Może być tak, że dotąd rozpatrywany przez ludzi sens jest nieistotny... jednocześnie zastanawiam się, czy nieistotność ciągłego pytania rzeczywiście jest nieistotnością, i czy możliwe, że jednak - może i nieistotny, ale jednak - się kryje jakiś w tym sens ?
</p>
<p><a href="http://wing.nireblog.com/post/2009/03/31/who-are-you-killing-in-your-mind#comments">Comments</a></p>]]></description>
	<pubDate>Tue, 31 Mar 2009 23:49:04 +0100</pubDate>	</item>
	<item>
	<title>The fish doesn't think because the fish knows everything</title>
	<link>http://wing.nireblog.com/post/2009/03/27/the-fish-doesnt-think-because-the-fish-knows-everything</link>
	<guid>http://wing.nireblog.com/post/2009/03/27/the-fish-doesnt-think-because-the-fish-knows-everything</guid>
		<description><![CDATA[<p>spróbujmy tak bardziej na poważniej-niej-niej.</p>
<p>Kluczową sprawą wczorajszego wieczoru były gdzieś zakluczone klucze.<br />
Niestety nie udało się ich wykluczyć, a szkoda.<br />
Cała sprawa w rezultacie do tej pory jest odkluczona, co mi się wcale-A-wcale nie podoba.</p>
<p>Shit happens.</p>
<p>Zamyśleni i zanurzeni w oceanie dziwnych spraw zarzuciliśmy sobie P-O-S 51. (nie pomogło na mięśnie,eh.) A potem tak jakby poszliśmy spać.</p>
<p>Takie to banalne-ne-ne.</p>
<p>Nocą nie wiem czy jasną czy pochmurną, choć z niejaką dozą pewnej pewności mogłabym stwierdzić, że nie pełną, bo pełnią się sny nie śnią, nawiedził mnie sen - taki stały gość - co się przebiera czasem, ale zawsze wiadomo że to on.</p>
<p>Ciągle nie doszłam, co mówi. No bo on tak: mówimówimówi. Ja mówię: głośniej, wyraźniej. A on kiwa, a potem mówimówimówi, znowu tak samo, jak wcześniej. No to ja mówię: wyraźniej, głośniej, śmielej. On znowu kiwa entuzjastycznie, a potem mówimówimówi. No to ja: śmielej, głośniej, prościej, wyraźniej. No a on....</p>
<p>No i taka to nasza rozmowa. Trochę mnie to niepokoi, bo co jeśli to nie takie tam głupoty, a coś istotnego istotnie.</p>
<p>Potem, już przy poranku trochę rannym śmiać mi się chciało, bo niby byłyśmy uwięzione na jakimś obszarze i ruszać z niego nie miałyśmy pozwolenia. No ale życie nie jest proste, wiecznie trzeba coś załatwić, więc siodłałyśmy konie i dalej. Jak już załatwiłyśmy swoje zawiłe sprawy - wracałyśmy. A oni ze zdziwieniem podniesionymi brwiami dziwili się, że wróciłyśmy.</p>
<p>I zrozum tu, człowieku, ludzi...</p>
<p>Potem było trochę słońca, co przywróciło odrobinę wiary w wiosnę.
</p>
<p><a href="http://wing.nireblog.com/post/2009/03/27/the-fish-doesnt-think-because-the-fish-knows-everything#comments">Comments</a></p>]]></description>
	<pubDate>Fri, 27 Mar 2009 23:13:15 +0100</pubDate>	</item>
	<item>
	<title>just playing with my paranoia</title>
	<link>http://wing.nireblog.com/post/2009/03/21/just-playing-with-my-paranoia</link>
	<guid>http://wing.nireblog.com/post/2009/03/21/just-playing-with-my-paranoia</guid>
		<description><![CDATA[<p>Deszcz ostatnio padał, a jako że deszcze generalnie nie przeszkadzają mi za bardzo - postanowiłam się w jakże miłym męskim towarzystwie przejść do opery. Wybrałam czarną wąską suknię i długi sznur pereł. Wydawało mi się to odpowiednie - budynek opery był duży, stary, mieścił się przy wyłożonej brukiem wąskiej uliczce, nikt nią nie jeździł prawie.</p>
<p>Lubię poskramiać chaos i przywracać równowagę. uspokaja mnie to i raduje niespokojną duszę.</p>
<p>Potoki deszczu lały się z nieba. Chciało mi się stanąć i przyłączyć się do ogólnej, wyczuwalnej wokół rozpaczy. A mogłam jedynie pozwolić na delikatną pieszczotę kropel nagich ramion.</p>
<p>Po wyjściu z budynku - wciąż pod wrażeniem występu, przepychu, głosów, dźwięków, kolorów - umysł potrzebował czasu - byliśmy świadkiem dziwnej ceny.</p>
<p>Po drugiej stronie ulicy stał czarny samochód a za nim bryczka o jednym, bardzo solidnym kole zaprzęgnięta w karego konia. Z przedniego okna czarnego auta wychylała się twarz Szalonego Pingwina - oczywista, nie był on rzeczywistym pingwinem, tylko wszyscy w mieście go tak po cichu nazywali, z powodu aparycji. utarło się. </p>
<p>Więc widziałam go, jak się szaleńczo śmieje - nie był to widok miły i napawający optymizmem, o nie. Przebiegł mnie dreszcz. Do bryczki wsiadał właśnie łysy potężny jegomość o zaciętej twarzy. Nic nie mówił. </p>
<p>Ale widać było, że Szalony Pingwin z niego się śmieje. Auto odjechało. Bryczka dosłownie chwilę potem pomknęła w górę ulicy - w życiu nie sądziłam, że koń jest w stanie biec tak szybko.</p>
<p>Wiedziałam, że łysy jegomość zamierza prześcignąć Szalonego Pingwina, byłam jednocześnie pewna, iż nie zdoła tego dokonać. To, co nastąpiło potem wprawiło mnie w prawdziwe osłupienie. By skrócić sobie drogę, łysy jegomość pokierował bryczkę wprost na stojącą nieopodal kamienicę.</p>
<p>Chciałam odwrócić twarz, by nie obserwować zderzenia, krwi, nie słyszeć krzyków i kwiku bogom winnego ducha zwierzęcia. Stałam jednak nieruchomo i patrzyłam, jak bryczka wjeżdża na ścianę i mknie w górę, ku dachowi. Wstrzymałam oddech, jak cały świat wstrzymał, patrzyłam w górę i myślałam: "dasz radę, dasz radę, już niedaleko..."</p>
<p>Tuż przed szczytem odpadł. Odpadł, a ja słyszałam rozbrzmiewający wokół śmiech Szalonego Pingwina....
</p>
<p><a href="http://wing.nireblog.com/post/2009/03/21/just-playing-with-my-paranoia#comments">Comments</a></p>]]></description>
	<pubDate>Sat, 21 Mar 2009 00:10:48 +0100</pubDate>	</item>
	<item>
	<title>Ya - soldat, soldat zabytoy bogom strany </title>
	<link>http://wing.nireblog.com/post/2009/03/03/ya-soldat-soldat-zabytoy-bogom-strany</link>
	<guid>http://wing.nireblog.com/post/2009/03/03/ya-soldat-soldat-zabytoy-bogom-strany</guid>
		<description><![CDATA[<p>Oglądałam w nocy film o Wielkiej Wojnie Angielskiej W Hiszpanii. Potem mi się przez życie przewijał ciągle ten film.<br />
Oglądałam potem album, który wstrząsnął mną niezmiernie, bo nie spodziewałam się, że może tak być. Nie wiem czemu, właściwie, bo to się dzieje ciągle i zawsze.</p>
<p>Otóż. W ogóle, zacznę od filmu. Film, jak to film. Jak jest wojna, to i są dwie siły. Albo więcej, tu były dwie. Dużo partyzantki, przebieranie się za żołnierzy wroga, lasy, duma, zabici, ranni, pamięć i płacz. Pociski ponad głowami, liczenie każdego naboju, wysłużone karabiny służące zamiast misiów do poduszki - by łatwiej było zacząć.</p>
<p>A album. Album był ładnie wydany, na śliskim papierze. Zawierał kopie dokumentów z tamtej wojny. I - poniekąd - prawdę o niej. Przedstawiał historię o tym, jak to dwie siły postanowiły walczyć, bo nie potrafiły się dogadać. Każda z nich bardzo dobitnie przekonywała swoich ludzi do tego, że to słuszne, że nie ma innego wyjścia, by móc chodzić z podniesioną wysoko głową.</p>
<p>Jeszcze nie jest źle, generalnie. Ot, tak to jest. Racji nie ma, jest konflikt. Z tym, że.. Z tym, że kopie dokumentów w albumie jasno ukazywały, że obydwie siły chciały dokładnie tego samego. Chciały dokładnie tego samego, wszystkich przekonując dookoła, że jest zgoła inaczej, wszystko zachowując w totalnie mrocznej tajemnicy przed sobą nawzajem.</p>
<p>Do bani z takimi siłami, bym rzekła.
</p>
<p><a href="http://wing.nireblog.com/post/2009/03/03/ya-soldat-soldat-zabytoy-bogom-strany#comments">Comments</a></p>]]></description>
	<pubDate>Tue, 03 Mar 2009 21:44:01 +0100</pubDate>	</item>
	<item>
	<title>szczekanie drugą mową czuowieka</title>
	<link>http://wing.nireblog.com/post/2009/02/19/szczekanie-drugn-mown-czuowieka</link>
	<guid>http://wing.nireblog.com/post/2009/02/19/szczekanie-drugn-mown-czuowieka</guid>
		<description><![CDATA[<p>Nad jeziorem Genezaret siadłam i płakałam. Czysto metaforycznie, rzecz jasna, trudno się poczuć naprawdę jak nad jeziorem jadąc w środku lutego autobusem.</p>
<p>***</p>
<p>Nie zamykaj oczu swych. Zimowe motyle są niezwykle rzadkie, zwłaszcza zimą, paradoksalnie. Dzisiaj po raz pierwszy od paru dni spojrzałam w niebo. Było granatowe. Ucieszyłam się, że znów spadnie śnieg.</p>
<p>***</p>
<p>Chwila jest dziecięciem wieczności. Kiedy patrzę na nasze kwiaty wciąż stojące w wazonie, tyle miesięcy już, zgadzam się z tym, że ulotność nadajemy z przyzwyczajenia prawie wszystkiemu, a tak niewiele trzeba, by było inaczej.</p>
<p>***</p>
<p>Fazy międzymetaliczne stanowią grupę materiałów charakteryzujących się właściwościami pośrednimi pomiędzy nadstopami a materiałami ceramicznymi, ze względu na występujący w nich mieszany charakter międzyatomowych wiązań, najczęściej z przewagą wiązania kowalencyjnego, rzadziej metalicznego.</p>
<p><img id="image474809" src="http://files.nireblog.com/blogs1/wing/files/doggy.bmp" alt="doggy doggy dog" align="middle" class="imgcentro" />
</p>
<p><a href="http://wing.nireblog.com/post/2009/02/19/szczekanie-drugn-mown-czuowieka#comments">Comments</a></p>]]></description>
	<pubDate>Thu, 19 Feb 2009 23:59:35 +0100</pubDate>	</item>
	<item>
	<title>drink. drink. drink or true.</title>
	<link>http://wing.nireblog.com/post/2009/02/10/drink-drink-drink-or-true</link>
	<guid>http://wing.nireblog.com/post/2009/02/10/drink-drink-drink-or-true</guid>
		<description><![CDATA[<p>- hej, babe. Przecież wiesz, że ja Cię zawsze ochronię, przecież wiesz. Hej, babe. Co tak się krzywisz?<br />
A pamiętasz jak nas uratowałem? Pamiętasz, jak śrut świszczał nam wokół głów? Pamiętasz? A ja Cię osłaniałem, babe. Moim ramieniem osłaniałem. Dzięki mnie byłaś, babe, bezpieczna. Biegliśmy tak razem, czułem Twój przyspieszony oddech, ale się wtedy bałaś, nie, babe?<br />
A pamiętasz go? Pamiętasz jego wykrzywione szałem usta? Te nożyczki, czy co tam miał, babe, w ręku? Kurrrwa, co to była za akcja, pamiętasz? Pamiętasz jak jednocześnie się na siebie rzucili? Bez wahania, świry.<br />
Myślałem że się zabiją obydwoje. Przepraszam. Wiem, babe, że płakałaś z powodu tego drugiego, obydwaj to świnie były jakich mało. Ale takie jest życie. Życie, to bagno, babe.  Zapamiętaj, co Ci mówię. Tylko ja mogę Cię uratować od tej beznadziejności. Nie patrz tak, maleńka.<br />
Pamiętasz, jacy jesteśmy ze sobą szczęśliwi? Pamiętasz, jak się śmiejesz zawsze z tego, co mówię? Pamiętaj, to najlepsze chwile w Twoim życiu, te wspominanie tego, co było. Przed czym Cię uchroniłem. Pamiętaj, babe. Zawsze będę przynosił Ci opowieści, żebyś nie zapomniała, babe, jak było. Znowu się tak patrzysz, mówiłem, że to zdjęcie jest dziwne. Nie powinni tego zdjęcia wybierać. No ale nic, babe. Zawsze będę do Ciebie przychodził i opowiadał. Pamiętaj, babe. Nawet wtedy kiedy niebo będzie płakało Twoimi łzami..
</p>
<p><a href="http://wing.nireblog.com/post/2009/02/10/drink-drink-drink-or-true#comments">Comments</a></p>]]></description>
	<pubDate>Tue, 10 Feb 2009 21:05:34 +0100</pubDate>	</item>
	<item>
	<title>inspire me</title>
	<link>http://wing.nireblog.com/post/2009/01/29/inspire-me</link>
	<guid>http://wing.nireblog.com/post/2009/01/29/inspire-me</guid>
		<description><![CDATA[<p><img id="image466926" src="http://files.nireblog.com/blogs1/wing/files/italianvineyard.jpg" alt="inspire me" align="middle" class="imgcentro" />Coś wisiało w powietrzu w zeszłym tygodniu - poprzez zasłonę teraźniejszości udało mi się to wyczuć, ale nie zrozumieć, wkrótce po tym zachorowałam.<br />
Teraz fajnie by było opowiadać o tym z figlarnym uśmiechem paląc fajki i sącząc klimatycznie kawę parującą z ogromnego kubka z misiem.<br />
Tyle, że nie palę fajek i nie pijam kawy.<br />
Ostatnio nie mogę zebrać myśli. -- I wkrótce co, przestanę je miewać ?</p>
<p>Następny proszę.</p>
<p>A tamten zwiesił głowę, jakby rzeczywiście coś się stało. Ja tu się staram być miła i dodać otuchy, a on odchodzi jakbym mu zrobiła jesień średniowiecza z, no.<br />
Ja się zaraz zastrzelę, jeżeli nic nie wymyślę. Czas biegnie nieubłaganie a się proszę wszystkich dookoła o jakieś, jakiekolwiek nawet, myśli a oni nic. Że nie mają czasu, że się spieszą, że właśnie autobus. Kurwa. Żeby to chociaż na jakiś konkretny. To nie, jak się pytam: "a na jaki, skarbie?" to oni że nie wiedzą, że tak tylko, że na pewno będzie coś jechać.</p>
<p>Zaczęłam nawet losowo wybrane obce osoby zaczepiać, też zbywają mnie byle jakimi wymówkami. Ale to niemożliwe, żeby wszyscy na całym świecie (chyba że to tylko tu, w tym mieście?) zmówili się, że nie dadzą mi ani jednej myśli.</p>
<p>Że nie można tak ułatwiać komuś życia, bo to zbrodnia wobec niego i bardzo zły uczynek, taka pomoc.
</p>
<p><a href="http://wing.nireblog.com/post/2009/01/29/inspire-me#comments">Comments</a></p>]]></description>
	<pubDate>Thu, 29 Jan 2009 18:10:44 +0100</pubDate>	</item>
	<item>
	<title>Cała karczma nasza. W OTCHŁAŃ się zatacza.</title>
	<link>http://wing.nireblog.com/post/2009/01/22/cala-karczma-nasza-w-otch%c5%82a%c5%84-sie-zatacza</link>
	<guid>http://wing.nireblog.com/post/2009/01/22/cala-karczma-nasza-w-otch%c5%82a%c5%84-sie-zatacza</guid>
		<description><![CDATA[<p>W życiu każdego człowieka, nawet kobiety, nadchodzi chwila, kiedy znajdzie się w disco barze.<br />
Różnie ludzie reagują w takich sytuacjach. Niektórzy, cali w popłochu próbują uciekać, niektórzy ze stoickim spokojem na twarzy(wewnątrz burzą i chaosem, szałem prawdziwym) próbują przetrwać ten czas i sprawić, że będzie mijał szybciej, a o ni la da chwila znajdą się w bezpiecznym schronieniu.</p>
<p>Ja, tak sobie myślę, nie wiem, jak odbierali to inni, byłam jakoś tak pomiędzy. Na początku uciekająca, ale z sali do sali, z pomieszczenia do pomieszczenia, w końcu, zrezygnowana wylądowałam przy barze. kolorowym barze, gdzie światła migały w twarz barwami różnemi.</p>
<p>Ze zrezygnowanym wyrazem twarzy sączyłam kolorowego drinka którego podał mi barman w kolorowej koszulce, którego włosy były, a jakże, również kolorowe. Nie spodziewałam się żadnych niespodzianek. Prawdę powiedziawszy - modliłam się, żeby żadna nie nadeszła.</p>
<p>Co chyba je przywołało. Ją. Jego. </p>
<p>No więc jego. Myślałam że to kolejna osoba przepychająca się, by kupić cosmopolitana czy innego modnego kolorowego drinka. Zwrócił się jednak wprost do mnie.</p>
<p>- Weź je proszę i jej oddaj. Musisz to zrobić, ja już dłużej nie mogę.<br />
Patrzyłam się na niego swym zrezygnowanym wzrokiem osoby pragnącej być w normalnym miejscu.<br />
- Przepraszam?<br />
- Weź je, proszę..- powtarzał jak mantrę wciskając mi parę złotych butów (szpilki, z paskami opasującymi kostkę)<br />
- Przecież ona mnie nienawidzi. Jak niby mam jej je dać?<br />
- Jeśli Ty tego nie zrobisz .. będę zgubiony - no pięknie. bierze mnie na dramatyzm, bierze mnie pod włos. A ja nie mogę sobie tak pozwolić. </p>
<p>Ale patrzy na mnie i nic nie mówi. Ja przymykam oczy, może to tylko sen.. Ciągle jestem. Ciągle jest. Z wahaniem przyjmuję je od niego.<br />
Niech będzie co ma być. Ta wiedźma przecież nie może być tak straszna jak o niej mówią, prawda ?</p>
<p>Prawda ?!
</p>
<p><a href="http://wing.nireblog.com/post/2009/01/22/cala-karczma-nasza-w-otch%c5%82a%c5%84-sie-zatacza#comments">Comments</a></p>]]></description>
	<pubDate>Thu, 22 Jan 2009 21:56:48 +0100</pubDate>	</item>
	<item>
	<title>dance me, baby. to the end of love..</title>
	<link>http://wing.nireblog.com/post/2009/01/12/dance-me-baby-to-the-end-of-love</link>
	<guid>http://wing.nireblog.com/post/2009/01/12/dance-me-baby-to-the-end-of-love</guid>
		<description><![CDATA[<p>Nadchodził wieczór a my ciągle włóczyliśmy się po tym opuszczonym mieście. Wszędzie gruzy, pełno śmieci. Nie znaleźliśmy niczego ciekawego.<br />
Westchnienie w duchu (chociaż pewnie wszystko się odmalowało bardzo wyraźnie na twarzy) i przestawienie się na poszukiwanie schronienia.</p>
<p>Doszliśmy w końcu do jakiejś wieży. Czasem zdarza się takie szczęście. Rozglądając się dookoła weszliśmy. Wraz z nastawaniem mroku wzrastał niepokój.</p>
<p>Rozglądałam się tylko ciągle, czy nie ma w okolicy tych dwóch. Ich się bałam. Oni byli niebezpieczni. I jeśli ktoś nie uważał - widoczni dopiero sekundę przed śmiercią.</p>
<p>(Jedno zdarzenie z ich udziałem zapadło mi na zawsze w pamięci.. Dźwięk piły mechanicznej i bezwładnie spadające kawałki. Nie wiem czemu kojarzyły mi się z różyczkami kalafiora..)</p>
<p>Mimowolny dreszcz. Sio. Nie ma. Już nie ma. Już nie wróci.</p>
<p>Weszliśmy tam. Na górę schodami. On zabrał się za przeszukiwanie wnętrza, czy nie ma tam jakichś niemiłych niespodzianek, poprosiłam go o zostawienie mi jego karabinu. Tak na wszelki wypadek. Dla poczucia bezpieczeństwa. Przewiesiłam pasek przez ramię.</p>
<p>Siedziałam sobie w tym ciemnym pomieszczeniu na szczycie i ćwiczyłam uchwyt, szybkie odblokowanie i wycelowanie.<br />
Pomimo tego, że podświadomie wiedziałam, że to on jest tym majaczącym za szybą drzwi ciemną postacią - o mało go nie zastrzeliłam. Nawet jak człowiek wie, to głupio potrafi zareagować - postraszyć się niepotrzebnie.</p>
<p>Pokręcił głową, a ja się uśmiechnęłam, ale chyba nie za bardzo z ulgą, bo ciągle mi się wydawało, że tak wcale nie jesteśmy sami.</p>
<p>No ale dobrze. Doszła do nas reszta ekipy. Oni to się nigdy niczym nie przejmowali. Zaczęli robić jedzenie (znaczy - Mama zaczęła, bo ona się na tym najlepiej zna, potrafi zrobić pierogi w najgorszych nawet warunkach) i gadać głośno.</p>
<p>Mi nagle serce mocniej zabiło i wypieki wystąpiły na twarz. Zobaczyłam chłopaczka od nas (nie znałam go za dobrze, bo niedawno zrekrutowany), taki brunet z dziwnie wystrzyżonymi włosami.<br />
Skradał się w budynku obok - były duże okna i u nas i tam, dlatego udało mi się go zobaczyć. Skradał się z karabinem mając zamiar zabić któregoś z naszych - tych nieuwaznych dla których najważniejszym elementem dnia było jedzenie. Chowając się za każdym kwiatkiem (czy raczej resztką kwiatków w dużych donicach) zaczęłam iść szybciej niż on. Bałam się strzelać, żeby nie oberwać potem gradem stłuczonej szyby. Ale wiedziałam, że trzeba ryzykować, bo inaczej będzie nie dobrze.</p>
<p>Kiedy dotarłam do załomu - nie było wyboru. Trzeba było.<br />
Co najmniej dwa strzały ! Co najmniej dwa wpakowałam mu prosto w korpus, reszta- przyznaję, mogła gdzieś się indziej zabłąkać, bo nie należę do osób z dobrą celnością ani obeznaniem z bronią.</p>
<p>A ten gnój wstał. Tak po prostu, zatoczył się najpierw w tył a potem wstał. Zaczęłam wiać, zaalarmowani inni próbowali dowiedzieć się co jest grane i też go zlikwidować. </p>
<p>Kiedy strzeliłam do niego po raz ostatni, już z bliższego dystansu - ulga. Ale też.. może zrobiłam źle ? Może to był mój największy błąd w życiu ?</p>
<p>Nikt nie skomentował, nikt nic do mnie nie mówił o zdarzeniu. Starali się gadać normalnie o normalnych rzeczach. Pomagałam robić Mamie ten obiad. Potem chwaliłam sałatkę.</p>
<p>Potem... tańczyliśmy...
</p>
<p><a href="http://wing.nireblog.com/post/2009/01/12/dance-me-baby-to-the-end-of-love#comments">Comments</a></p>]]></description>
	<pubDate>Mon, 12 Jan 2009 22:15:08 +0100</pubDate>	</item>
	<item>
	<title>o naturze wszechrzeczy.</title>
	<link>http://wing.nireblog.com/post/2008/12/20/o-naturze-wszechrzeczy</link>
	<guid>http://wing.nireblog.com/post/2008/12/20/o-naturze-wszechrzeczy</guid>
		<description><![CDATA[<p>Zupełnie.<br />
To znaczy wziąć te wszystkie je, zmiąć w kulkę, rzucić nimi o ścianę, podeptać je, warknąć na nie, rozszarpać je a potem je podpalić.</p>
<p>Kiedy już będą się paliły płomieniem czystym a jasnym przeskoczyć ogień trzy razy, zwracając się za każdym razem w inną 1/3 część wszechświata, wyjąc z wilkami pospołu pieśń zwycięstwa i rozpaczy zarazem.</p>
<p>Bo zawsze kiedy umiera wróg jakaś pustka w sercu nastaje i człowiek czuje się bogatszy a zarazem biedniejszy.</p>
<p>Kiedy pieśń umrze wznieść pięści w górę, ku gwiazdom i stanąć niczym bóg ognia przeciwko bogowi niebios.</p>
<p>Wyszarpnąć zza pazuchy zawiniątko z solą i rozsypać za siebie, gdzie ono się pali i skwierczy. Baczyć należy by nie stało się to ruchem zbyt zamaszystym ,ale i nie zbyt oszczędnym, gdyż cenna przyprawa na ziemię tedy spadnie i nie osoli onego, co skwierczy.</p>
<p>Kiedy płomień trawiący ono przygaśnie - zasiąść można przebardzo.
</p>
<p><a href="http://wing.nireblog.com/post/2008/12/20/o-naturze-wszechrzeczy#comments">Comments</a></p>]]></description>
	<pubDate>Sat, 20 Dec 2008 18:25:25 +0100</pubDate>	</item>
	<item>
	<title>You look so scared. Please, drop this gun.</title>
	<link>http://wing.nireblog.com/post/2008/12/01/you-look-so-scared-please-drop-this-gun</link>
	<guid>http://wing.nireblog.com/post/2008/12/01/you-look-so-scared-please-drop-this-gun</guid>
		<description><![CDATA[<p>Wczoraj, ot tak, zupełnie bez związku z czymkolwiek, co się wtedy działo, przypomniał mi się jeden z letnich dni.</p>
<p>Już dawno został zepchnięty do odmętów i kazamatów zarośniętych pajęczynami niepamięci.<br />
Ale szłam przez las.</p>
<p>Wtedy. Błoto było, ale ja lubię się czasem nie przejmować, się pobrudzić i poczuć jak prawdziwy człowiek, który wie, co do niego należy, który nie zwraca uwagi na rzeczy ważkie i nieważne.<br />
Taki profesjonalista, któremu uroku oraz, a jakże, wiarygodności dodaje błoto na butach, szrama na policzku i brudna koszulka.</p>
<p>Zastanawiałam się przez chwilę, czy jest możliwość minięcia paru nieciekawie wyglądających gości - nie miałam ochoty na starcie, gadanie, groźne miny. W końcu machnęłam w duchu dłonią i poszłam wprost przed siebie, najkrótszą drogą, zostawiając ślady swych stóp w błocie. Zgniatając i tak już zmaltretowane resztki trawy.</p>
<p>Nawet nie spojrzeli na mnie. Takie wrażenie przynajmniej odniosłam, bo sama ja ich nie zaszczyciłam spojrzeniem. Coś debatowali potrząsając swoimi replikami.</p>
<p>Ha ha. Byłam chyba jedynym człowiekiem wchodzącym na teren gry z prawdziwym karabinem.<br />
Reszta ganiała z takimi na kulki.<br />
Idąc obserwowałam ich zachowanie. Matko, jak ja bym chętnie do nich dołączyła... Wcielić się w takiego marines polującego na Alieny, na bandytów, terrorystów, kogokolwiek polującego. </p>
<p>Ale polującego.</p>
<p>A ja szłam. Kiedy tęskne myśli odpłynęły wyobrażałam sobie, co by było, gdyby któryś mnie zaskoczył czy przestraszył. Jakby wyglądał przeszyty serią.<br />
W końcu odruchy to odruchy.<br />
Miałam jednak nadzieję, ze żadnemu nie wpadnie nic tak głupiego do głowy. Żeby zaczepiać kogoś obcego.</p>
<p><img id="image444314" src="http://files.nireblog.com/blogs1/wing/files/ak47.bmp" alt="ak47" /></p>
<p>Nikt nie miał. Byłam jak duch, biegali obok, tak blisko, że mogłabym któregoś złapać za rękę, włosy czy bluzę.<br />
Tylko bałam się, że by ze strachem się wtedy obejrzeli.<br />
I stanęłabym na wprost niewidzących mnie oczu.
</p>
<p><a href="http://wing.nireblog.com/post/2008/12/01/you-look-so-scared-please-drop-this-gun#comments">Comments</a></p>]]></description>
	<pubDate>Mon, 01 Dec 2008 21:21:18 +0100</pubDate>	</item>
</channel>	
</rss>
 
