<?xml version="1.0" encoding="utf-8"?><rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/" >
<channel>
<title>.zły duch..mieszka tak daleko stąd. </title>
<link>http://wing.nireblog.com</link>
<description>NieSpreCyzowana.moJa.SenNa.u-spiRit-yst-YczNa-iona. </description>
<pubDate>Fri, 20 Nov 2009 23:32:42 +0100</pubDate>
<image>
<title>.zły duch..mieszka tak daleko stąd. </title>
<url>http://files.nireblog.com/blogs/wing/gravatar.gif</url>
<link>http://wing.nireblog.com</link>
</image>
<generator>http://nireblog.com</generator>
	<item>
	<title>Czym całe życie? Szaleństwem?</title>
	<link>http://wing.nireblog.com/post/2009/09/17/czym-cale-zycie-szalenstwem</link>
	<guid>http://wing.nireblog.com/post/2009/09/17/czym-cale-zycie-szalenstwem</guid>
		<description><![CDATA[<p>Tyle się ostatnimi czasy o wojnie mówi, jakby ludzie już do niej tęsknili i szukali ukojenia, choćby najmniejszego, w mówieniu o niej. To nic że w kółko i bez sensu. Ale widocznie pomaga.<br />
Z drugiej strony jednak, po zastanowieniu stwierdzam, ze metodę "w kółko i bez sensu" też czasem stosuję, przynosi ulgę.</p>
<p><img id="image526571" src="http://files.nireblog.com/blogs1/wing/files/heather-johnston-sepia-dogwoods-iii.jpg" alt="sepia" align="middle" class="imgcentro" /></p>
<p>Mnie dopadł jeden film. Tzn nie przystawił niczego do głowy, ani nie groził, po prostu pojawił się, gdy byłam w pobliżu. Znowu nie pamiętam tytułu, reżysera, roku produkcji, ani dokładnego toku akcji. Bo zainteresował mnie najbardziej tylko jeden fragment. A skoro tylko jeden fragment, to po co pamiętać resztę śmieci..</p>
<p>Przedstawiał świat w kolorze sepii. Jak na starych fotografijach. Mężczyzna w mundurze stał tyłem do ekranu i studiował mapę, na której było pokazane, jak szybko rozprzestrzenia się gaz bojowy wypuszczony "w teren". Byłam totalnie zdziwiona, jak dobre efekty można uzyskać przy pomocy wiatru (oczywiście jeśli nie wieje w stronę "naszą"), jak precyzyjnie można wszystko wyliczyć i oszacować z dokładnością ogromną. Jednocześnie przeszedł mnie dreszcz. Bo człowiek, który oglądał tą mapę był szaleńcem. na chwilę się odwrócił, było widać to w jego oczach. natychmiast zaczęłam się zastanawiać, jak szybko powinniśmy zacząć się bać, i czy przyszły "zdobywca świata" już się narodził.</p>
<p>Potem oglądałam tylko trochę (bo generalnie telewizja jest do niczego) spot reklamowy anty-nikotynowy. Autobus, w nim pasażerowie, i narrator pokazujący trupy na przystankach rzekomo obrazujące byłych palaczy.</p>
<p>Agresję i przemoc mamy chyba w genach.
</p>
<p><a href="http://wing.nireblog.com/post/2009/09/17/czym-cale-zycie-szalenstwem#comments">Comments</a></p>]]></description>
	<pubDate>Thu, 17 Sep 2009 08:53:15 +0100</pubDate>	</item>
	<item>
	<title>o zaletach próżniowych pieców łukowych</title>
	<link>http://wing.nireblog.com/post/2009/08/30/o-zaletach-prozniowych-piecow-lukowych</link>
	<guid>http://wing.nireblog.com/post/2009/08/30/o-zaletach-prozniowych-piecow-lukowych</guid>
		<description><![CDATA[<p>Uważam, że moim zdaniem (tak mi podpowiada intuicja tudzież siódmy zmysł) chwile milczenia są budujące. Nie spodziewam się oczywiście, że z okazji całej tej budowy skończę w pięknym jednorodzinnym domku na wsi, ale chociażby się atmosfera i chwila napięcia wybudowała, byłoby dobrze.</p>
<p>Miło byłoby, jak sądzę, napisać, że obecnie żegluję sobie spokojnie po Oceanie Spokoju łowiąc raz za razem jakąś rybkę czy rekinka i rozmyślając o pięknie i mocy czających się we wszechświecie.</p>
<p>Wydaje mi się jednak, że sytuacja sprawia wrażenie zgoła innej, dlatego też nie ma zupełnie sensu zużywanie zbyt dużej ilości bawełny (zwłaszcza, że w Chinach mamy do czynienia z klęską suszy). Pewnie, że nie spotykam się ciągle ze sztormami, ale pewne meandry i mielizny losu nie ominęły nawet tego maleńkiego i niepozornego stateczku, na którym płynę. </p>
<p>Póki co widać jakieś palmy na horyzoncie. Może nawet z bananami nie zjedzonymi jeszcze przez wygłodniałe małpy z szaleństwem w oczach? Kto tam wie.. Idę uzupełnić dziennik pokładowy, żeby zimą, wieczorem móc popijając kakao powspominać dzieje.
</p>
<p><a href="http://wing.nireblog.com/post/2009/08/30/o-zaletach-prozniowych-piecow-lukowych#comments">Comments</a></p>]]></description>
	<pubDate>Sun, 30 Aug 2009 15:19:36 +0100</pubDate>	</item>
	<item>
	<title>hej, suczki..nanananaaa..</title>
	<link>http://wing.nireblog.com/post/2009/05/17/hej-suczkinanananaaa</link>
	<guid>http://wing.nireblog.com/post/2009/05/17/hej-suczkinanananaaa</guid>
		<description><![CDATA[<p>Jako osoba przez najbliższe miesiące niepoczytalna i nieprzewidywalna postanowiłam to uczcić.<br />
Jeszcze nie wiem jak, ale podobno liczą się chęci. Jeszcze nie wiem czemu, ale podobno nimi dobrymi piekło wybrukowane. Czy jakoś tak.</p>
<p>Konwalie więdną, deszcz nie pada, odcinki House'a się kończą, a praca nie-na-pisana.</p>
<p>To tyle w skrócie. Aha, no w sumie jest jeszcze jedna rzecz, ale o oczywistościach głupio się gada. </p>
<p>Jakkolwiek, przyjmuję gratulacje.<br />
Mój munż chyba tyż.
</p>
<p><a href="http://wing.nireblog.com/post/2009/05/17/hej-suczkinanananaaa#comments">Comments</a></p>]]></description>
	<pubDate>Sun, 17 May 2009 23:15:16 +0100</pubDate>	</item>
	<item>
	<title>Who are you killing in your mind ?</title>
	<link>http://wing.nireblog.com/post/2009/03/31/who-are-you-killing-in-your-mind</link>
	<guid>http://wing.nireblog.com/post/2009/03/31/who-are-you-killing-in-your-mind</guid>
		<description><![CDATA[<p>Z ważnym.<br />
Wieściem:</p>
<p>--- irlandia została zbrukana !!!!!!</p>
<p>- krzyczą nagłówki gazet (wyobrażam to sobie, bo gazet nie czytam)</p>
<p>- ja cię, co za wydarzenie. Trening się odbył w połowie tak jak się odbywał zawsze. Za-w-sze !!</p>
<p>Po zdyszaniu nas trochę sensei zebrał nas w grupie i rzekł w te oto słowa:</p>
<p>- zaiste (tego nie powiedział), ważna chwila nadejszła. (tego też nie) ale mówił potem tak:<br />
- postaram się to wam wytłumaczyć i jakoś przedstawić- (jako że my ciołki jesteśmy użył jednej jakże pięknej alegorii: "metoda na głoda"). </p>
<p>mówił:</p>
<p>- wyobraźcie sobie, że stoi na stole serek homogenizowany. Ta cała zaistniała sytuacja jest tym serkiem. Rzecz w tym, iż ten serek na stole, nie jest pełnym serkiem - takim, jakim stałby, gdyby był -- normalny. </p>
<p>- temu serkowi czegoś brakuje, a wy stoicie nad nim płacząc. I u nas jest podobnie - jest serek, ale nie ma honoru. Honoru nie ma !</p>
<p>- i dlatego ta sytuacja jest taka ważna: serek jest, honoru brak. A w normalnej - honor ubywałby wraz ze serkiem - czyli równowaga nie zostałaby zachwiana !!</p>
<p>wzniósł znacząco palec ku górze. Poruszył głową. Spojrzał na nas wyczekująco. Mruknęliśmy ze zrozumieniem. Pokiwaliśmy poważnie głowami..</p>
<p>Potem przedstawiliśmy przedstawienie jakie z tej okazji przygotować dla nas do nauczenia raczył.</p>
<p><img id="image488962" src="http://files.nireblog.com/blogs1/wing/files/ireland_15326850.jpg" alt="ireland" align="left" /><br />
--------------------<br />
-------<br />
Taaak.. istotnie. Może być tak, że dotąd rozpatrywany przez ludzi sens jest nieistotny... jednocześnie zastanawiam się, czy nieistotność ciągłego pytania rzeczywiście jest nieistotnością, i czy możliwe, że jednak - może i nieistotny, ale jednak - się kryje jakiś w tym sens ?
</p>
<p><a href="http://wing.nireblog.com/post/2009/03/31/who-are-you-killing-in-your-mind#comments">Comments</a></p>]]></description>
	<pubDate>Tue, 31 Mar 2009 23:49:04 +0100</pubDate>	</item>
	<item>
	<title>The fish doesn't think because the fish knows everything</title>
	<link>http://wing.nireblog.com/post/2009/03/27/the-fish-doesnt-think-because-the-fish-knows-everything</link>
	<guid>http://wing.nireblog.com/post/2009/03/27/the-fish-doesnt-think-because-the-fish-knows-everything</guid>
		<description><![CDATA[<p>spróbujmy tak bardziej na poważniej-niej-niej.</p>
<p>Kluczową sprawą wczorajszego wieczoru były gdzieś zakluczone klucze.<br />
Niestety nie udało się ich wykluczyć, a szkoda.<br />
Cała sprawa w rezultacie do tej pory jest odkluczona, co mi się wcale-A-wcale nie podoba.</p>
<p>Shit happens.</p>
<p>Zamyśleni i zanurzeni w oceanie dziwnych spraw zarzuciliśmy sobie P-O-S 51. (nie pomogło na mięśnie,eh.) A potem tak jakby poszliśmy spać.</p>
<p>Takie to banalne-ne-ne.</p>
<p>Nocą nie wiem czy jasną czy pochmurną, choć z niejaką dozą pewnej pewności mogłabym stwierdzić, że nie pełną, bo pełnią się sny nie śnią, nawiedził mnie sen - taki stały gość - co się przebiera czasem, ale zawsze wiadomo że to on.</p>
<p>Ciągle nie doszłam, co mówi. No bo on tak: mówimówimówi. Ja mówię: głośniej, wyraźniej. A on kiwa, a potem mówimówimówi, znowu tak samo, jak wcześniej. No to ja mówię: wyraźniej, głośniej, śmielej. On znowu kiwa entuzjastycznie, a potem mówimówimówi. No to ja: śmielej, głośniej, prościej, wyraźniej. No a on....</p>
<p>No i taka to nasza rozmowa. Trochę mnie to niepokoi, bo co jeśli to nie takie tam głupoty, a coś istotnego istotnie.</p>
<p>Potem, już przy poranku trochę rannym śmiać mi się chciało, bo niby byłyśmy uwięzione na jakimś obszarze i ruszać z niego nie miałyśmy pozwolenia. No ale życie nie jest proste, wiecznie trzeba coś załatwić, więc siodłałyśmy konie i dalej. Jak już załatwiłyśmy swoje zawiłe sprawy - wracałyśmy. A oni ze zdziwieniem podniesionymi brwiami dziwili się, że wróciłyśmy.</p>
<p>I zrozum tu, człowieku, ludzi...</p>
<p>Potem było trochę słońca, co przywróciło odrobinę wiary w wiosnę.
</p>
<p><a href="http://wing.nireblog.com/post/2009/03/27/the-fish-doesnt-think-because-the-fish-knows-everything#comments">Comments</a></p>]]></description>
	<pubDate>Fri, 27 Mar 2009 23:13:15 +0100</pubDate>	</item>
	<item>
	<title>just playing with my paranoia</title>
	<link>http://wing.nireblog.com/post/2009/03/21/just-playing-with-my-paranoia</link>
	<guid>http://wing.nireblog.com/post/2009/03/21/just-playing-with-my-paranoia</guid>
		<description><![CDATA[<p>Deszcz ostatnio padał, a jako że deszcze generalnie nie przeszkadzają mi za bardzo - postanowiłam się w jakże miłym męskim towarzystwie przejść do opery. Wybrałam czarną wąską suknię i długi sznur pereł. Wydawało mi się to odpowiednie - budynek opery był duży, stary, mieścił się przy wyłożonej brukiem wąskiej uliczce, nikt nią nie jeździł prawie.</p>
<p>Lubię poskramiać chaos i przywracać równowagę. uspokaja mnie to i raduje niespokojną duszę.</p>
<p>Potoki deszczu lały się z nieba. Chciało mi się stanąć i przyłączyć się do ogólnej, wyczuwalnej wokół rozpaczy. A mogłam jedynie pozwolić na delikatną pieszczotę kropel nagich ramion.</p>
<p>Po wyjściu z budynku - wciąż pod wrażeniem występu, przepychu, głosów, dźwięków, kolorów - umysł potrzebował czasu - byliśmy świadkiem dziwnej ceny.</p>
<p>Po drugiej stronie ulicy stał czarny samochód a za nim bryczka o jednym, bardzo solidnym kole zaprzęgnięta w karego konia. Z przedniego okna czarnego auta wychylała się twarz Szalonego Pingwina - oczywista, nie był on rzeczywistym pingwinem, tylko wszyscy w mieście go tak po cichu nazywali, z powodu aparycji. utarło się. </p>
<p>Więc widziałam go, jak się szaleńczo śmieje - nie był to widok miły i napawający optymizmem, o nie. Przebiegł mnie dreszcz. Do bryczki wsiadał właśnie łysy potężny jegomość o zaciętej twarzy. Nic nie mówił. </p>
<p>Ale widać było, że Szalony Pingwin z niego się śmieje. Auto odjechało. Bryczka dosłownie chwilę potem pomknęła w górę ulicy - w życiu nie sądziłam, że koń jest w stanie biec tak szybko.</p>
<p>Wiedziałam, że łysy jegomość zamierza prześcignąć Szalonego Pingwina, byłam jednocześnie pewna, iż nie zdoła tego dokonać. To, co nastąpiło potem wprawiło mnie w prawdziwe osłupienie. By skrócić sobie drogę, łysy jegomość pokierował bryczkę wprost na stojącą nieopodal kamienicę.</p>
<p>Chciałam odwrócić twarz, by nie obserwować zderzenia, krwi, nie słyszeć krzyków i kwiku bogom winnego ducha zwierzęcia. Stałam jednak nieruchomo i patrzyłam, jak bryczka wjeżdża na ścianę i mknie w górę, ku dachowi. Wstrzymałam oddech, jak cały świat wstrzymał, patrzyłam w górę i myślałam: "dasz radę, dasz radę, już niedaleko..."</p>
<p>Tuż przed szczytem odpadł. Odpadł, a ja słyszałam rozbrzmiewający wokół śmiech Szalonego Pingwina....
</p>
<p><a href="http://wing.nireblog.com/post/2009/03/21/just-playing-with-my-paranoia#comments">Comments</a></p>]]></description>
	<pubDate>Sat, 21 Mar 2009 00:10:48 +0100</pubDate>	</item>
	<item>
	<title>Ya - soldat, soldat zabytoy bogom strany </title>
	<link>http://wing.nireblog.com/post/2009/03/03/ya-soldat-soldat-zabytoy-bogom-strany</link>
	<guid>http://wing.nireblog.com/post/2009/03/03/ya-soldat-soldat-zabytoy-bogom-strany</guid>
		<description><![CDATA[<p>Oglądałam w nocy film o Wielkiej Wojnie Angielskiej W Hiszpanii. Potem mi się przez życie przewijał ciągle ten film.<br />
Oglądałam potem album, który wstrząsnął mną niezmiernie, bo nie spodziewałam się, że może tak być. Nie wiem czemu, właściwie, bo to się dzieje ciągle i zawsze.</p>
<p>Otóż. W ogóle, zacznę od filmu. Film, jak to film. Jak jest wojna, to i są dwie siły. Albo więcej, tu były dwie. Dużo partyzantki, przebieranie się za żołnierzy wroga, lasy, duma, zabici, ranni, pamięć i płacz. Pociski ponad głowami, liczenie każdego naboju, wysłużone karabiny służące zamiast misiów do poduszki - by łatwiej było zacząć.</p>
<p>A album. Album był ładnie wydany, na śliskim papierze. Zawierał kopie dokumentów z tamtej wojny. I - poniekąd - prawdę o niej. Przedstawiał historię o tym, jak to dwie siły postanowiły walczyć, bo nie potrafiły się dogadać. Każda z nich bardzo dobitnie przekonywała swoich ludzi do tego, że to słuszne, że nie ma innego wyjścia, by móc chodzić z podniesioną wysoko głową.</p>
<p>Jeszcze nie jest źle, generalnie. Ot, tak to jest. Racji nie ma, jest konflikt. Z tym, że.. Z tym, że kopie dokumentów w albumie jasno ukazywały, że obydwie siły chciały dokładnie tego samego. Chciały dokładnie tego samego, wszystkich przekonując dookoła, że jest zgoła inaczej, wszystko zachowując w totalnie mrocznej tajemnicy przed sobą nawzajem.</p>
<p>Do bani z takimi siłami, bym rzekła.
</p>
<p><a href="http://wing.nireblog.com/post/2009/03/03/ya-soldat-soldat-zabytoy-bogom-strany#comments">Comments</a></p>]]></description>
	<pubDate>Tue, 03 Mar 2009 21:44:01 +0100</pubDate>	</item>
	<item>
	<title>szczekanie drugą mową czuowieka</title>
	<link>http://wing.nireblog.com/post/2009/02/19/szczekanie-drugn-mown-czuowieka</link>
	<guid>http://wing.nireblog.com/post/2009/02/19/szczekanie-drugn-mown-czuowieka</guid>
		<description><![CDATA[<p>Nad jeziorem Genezaret siadłam i płakałam. Czysto metaforycznie, rzecz jasna, trudno się poczuć naprawdę jak nad jeziorem jadąc w środku lutego autobusem.</p>
<p>***</p>
<p>Nie zamykaj oczu swych. Zimowe motyle są niezwykle rzadkie, zwłaszcza zimą, paradoksalnie. Dzisiaj po raz pierwszy od paru dni spojrzałam w niebo. Było granatowe. Ucieszyłam się, że znów spadnie śnieg.</p>
<p>***</p>
<p>Chwila jest dziecięciem wieczności. Kiedy patrzę na nasze kwiaty wciąż stojące w wazonie, tyle miesięcy już, zgadzam się z tym, że ulotność nadajemy z przyzwyczajenia prawie wszystkiemu, a tak niewiele trzeba, by było inaczej.</p>
<p>***</p>
<p>Fazy międzymetaliczne stanowią grupę materiałów charakteryzujących się właściwościami pośrednimi pomiędzy nadstopami a materiałami ceramicznymi, ze względu na występujący w nich mieszany charakter międzyatomowych wiązań, najczęściej z przewagą wiązania kowalencyjnego, rzadziej metalicznego.</p>
<p><img id="image474809" src="http://files.nireblog.com/blogs1/wing/files/doggy.bmp" alt="doggy doggy dog" align="middle" class="imgcentro" />
</p>
<p><a href="http://wing.nireblog.com/post/2009/02/19/szczekanie-drugn-mown-czuowieka#comments">Comments</a></p>]]></description>
	<pubDate>Thu, 19 Feb 2009 23:59:35 +0100</pubDate>	</item>
	<item>
	<title>drink. drink. drink or true.</title>
	<link>http://wing.nireblog.com/post/2009/02/10/drink-drink-drink-or-true</link>
	<guid>http://wing.nireblog.com/post/2009/02/10/drink-drink-drink-or-true</guid>
		<description><![CDATA[<p>- hej, babe. Przecież wiesz, że ja Cię zawsze ochronię, przecież wiesz. Hej, babe. Co tak się krzywisz?<br />
A pamiętasz jak nas uratowałem? Pamiętasz, jak śrut świszczał nam wokół głów? Pamiętasz? A ja Cię osłaniałem, babe. Moim ramieniem osłaniałem. Dzięki mnie byłaś, babe, bezpieczna. Biegliśmy tak razem, czułem Twój przyspieszony oddech, ale się wtedy bałaś, nie, babe?<br />
A pamiętasz go? Pamiętasz jego wykrzywione szałem usta? Te nożyczki, czy co tam miał, babe, w ręku? Kurrrwa, co to była za akcja, pamiętasz? Pamiętasz jak jednocześnie się na siebie rzucili? Bez wahania, świry.<br />
Myślałem że się zabiją obydwoje. Przepraszam. Wiem, babe, że płakałaś z powodu tego drugiego, obydwaj to świnie były jakich mało. Ale takie jest życie. Życie, to bagno, babe.  Zapamiętaj, co Ci mówię. Tylko ja mogę Cię uratować od tej beznadziejności. Nie patrz tak, maleńka.<br />
Pamiętasz, jacy jesteśmy ze sobą szczęśliwi? Pamiętasz, jak się śmiejesz zawsze z tego, co mówię? Pamiętaj, to najlepsze chwile w Twoim życiu, te wspominanie tego, co było. Przed czym Cię uchroniłem. Pamiętaj, babe. Zawsze będę przynosił Ci opowieści, żebyś nie zapomniała, babe, jak było. Znowu się tak patrzysz, mówiłem, że to zdjęcie jest dziwne. Nie powinni tego zdjęcia wybierać. No ale nic, babe. Zawsze będę do Ciebie przychodził i opowiadał. Pamiętaj, babe. Nawet wtedy kiedy niebo będzie płakało Twoimi łzami..
</p>
<p><a href="http://wing.nireblog.com/post/2009/02/10/drink-drink-drink-or-true#comments">Comments</a></p>]]></description>
	<pubDate>Tue, 10 Feb 2009 21:05:34 +0100</pubDate>	</item>
	<item>
	<title>inspire me</title>
	<link>http://wing.nireblog.com/post/2009/01/29/inspire-me</link>
	<guid>http://wing.nireblog.com/post/2009/01/29/inspire-me</guid>
		<description><![CDATA[<p><img id="image466926" src="http://files.nireblog.com/blogs1/wing/files/italianvineyard.jpg" alt="inspire me" align="middle" class="imgcentro" />Coś wisiało w powietrzu w zeszłym tygodniu - poprzez zasłonę teraźniejszości udało mi się to wyczuć, ale nie zrozumieć, wkrótce po tym zachorowałam.<br />
Teraz fajnie by było opowiadać o tym z figlarnym uśmiechem paląc fajki i sącząc klimatycznie kawę parującą z ogromnego kubka z misiem.<br />
Tyle, że nie palę fajek i nie pijam kawy.<br />
Ostatnio nie mogę zebrać myśli. -- I wkrótce co, przestanę je miewać ?</p>
<p>Następny proszę.</p>
<p>A tamten zwiesił głowę, jakby rzeczywiście coś się stało. Ja tu się staram być miła i dodać otuchy, a on odchodzi jakbym mu zrobiła jesień średniowiecza z, no.<br />
Ja się zaraz zastrzelę, jeżeli nic nie wymyślę. Czas biegnie nieubłaganie a się proszę wszystkich dookoła o jakieś, jakiekolwiek nawet, myśli a oni nic. Że nie mają czasu, że się spieszą, że właśnie autobus. Kurwa. Żeby to chociaż na jakiś konkretny. To nie, jak się pytam: "a na jaki, skarbie?" to oni że nie wiedzą, że tak tylko, że na pewno będzie coś jechać.</p>
<p>Zaczęłam nawet losowo wybrane obce osoby zaczepiać, też zbywają mnie byle jakimi wymówkami. Ale to niemożliwe, żeby wszyscy na całym świecie (chyba że to tylko tu, w tym mieście?) zmówili się, że nie dadzą mi ani jednej myśli.</p>
<p>Że nie można tak ułatwiać komuś życia, bo to zbrodnia wobec niego i bardzo zły uczynek, taka pomoc.
</p>
<p><a href="http://wing.nireblog.com/post/2009/01/29/inspire-me#comments">Comments</a></p>]]></description>
	<pubDate>Thu, 29 Jan 2009 18:10:44 +0100</pubDate>	</item>
	<item>
	<title>Cała karczma nasza. W OTCHŁAŃ się zatacza.</title>
	<link>http://wing.nireblog.com/post/2009/01/22/cala-karczma-nasza-w-otch%c5%82a%c5%84-sie-zatacza</link>
	<guid>http://wing.nireblog.com/post/2009/01/22/cala-karczma-nasza-w-otch%c5%82a%c5%84-sie-zatacza</guid>
		<description><![CDATA[<p>W życiu każdego człowieka, nawet kobiety, nadchodzi chwila, kiedy znajdzie się w disco barze.<br />
Różnie ludzie reagują w takich sytuacjach. Niektórzy, cali w popłochu próbują uciekać, niektórzy ze stoickim spokojem na twarzy(wewnątrz burzą i chaosem, szałem prawdziwym) próbują przetrwać ten czas i sprawić, że będzie mijał szybciej, a o ni la da chwila znajdą się w bezpiecznym schronieniu.</p>
<p>Ja, tak sobie myślę, nie wiem, jak odbierali to inni, byłam jakoś tak pomiędzy. Na początku uciekająca, ale z sali do sali, z pomieszczenia do pomieszczenia, w końcu, zrezygnowana wylądowałam przy barze. kolorowym barze, gdzie światła migały w twarz barwami różnemi.</p>
<p>Ze zrezygnowanym wyrazem twarzy sączyłam kolorowego drinka którego podał mi barman w kolorowej koszulce, którego włosy były, a jakże, również kolorowe. Nie spodziewałam się żadnych niespodzianek. Prawdę powiedziawszy - modliłam się, żeby żadna nie nadeszła.</p>
<p>Co chyba je przywołało. Ją. Jego. </p>
<p>No więc jego. Myślałam że to kolejna osoba przepychająca się, by kupić cosmopolitana czy innego modnego kolorowego drinka. Zwrócił się jednak wprost do mnie.</p>
<p>- Weź je proszę i jej oddaj. Musisz to zrobić, ja już dłużej nie mogę.<br />
Patrzyłam się na niego swym zrezygnowanym wzrokiem osoby pragnącej być w normalnym miejscu.<br />
- Przepraszam?<br />
- Weź je, proszę..- powtarzał jak mantrę wciskając mi parę złotych butów (szpilki, z paskami opasującymi kostkę)<br />
- Przecież ona mnie nienawidzi. Jak niby mam jej je dać?<br />
- Jeśli Ty tego nie zrobisz .. będę zgubiony - no pięknie. bierze mnie na dramatyzm, bierze mnie pod włos. A ja nie mogę sobie tak pozwolić. </p>
<p>Ale patrzy na mnie i nic nie mówi. Ja przymykam oczy, może to tylko sen.. Ciągle jestem. Ciągle jest. Z wahaniem przyjmuję je od niego.<br />
Niech będzie co ma być. Ta wiedźma przecież nie może być tak straszna jak o niej mówią, prawda ?</p>
<p>Prawda ?!
</p>
<p><a href="http://wing.nireblog.com/post/2009/01/22/cala-karczma-nasza-w-otch%c5%82a%c5%84-sie-zatacza#comments">Comments</a></p>]]></description>
	<pubDate>Thu, 22 Jan 2009 21:56:48 +0100</pubDate>	</item>
	<item>
	<title>dance me, baby. to the end of love..</title>
	<link>http://wing.nireblog.com/post/2009/01/12/dance-me-baby-to-the-end-of-love</link>
	<guid>http://wing.nireblog.com/post/2009/01/12/dance-me-baby-to-the-end-of-love</guid>
		<description><![CDATA[<p>Nadchodził wieczór a my ciągle włóczyliśmy się po tym opuszczonym mieście. Wszędzie gruzy, pełno śmieci. Nie znaleźliśmy niczego ciekawego.<br />
Westchnienie w duchu (chociaż pewnie wszystko się odmalowało bardzo wyraźnie na twarzy) i przestawienie się na poszukiwanie schronienia.</p>
<p>Doszliśmy w końcu do jakiejś wieży. Czasem zdarza się takie szczęście. Rozglądając się dookoła weszliśmy. Wraz z nastawaniem mroku wzrastał niepokój.</p>
<p>Rozglądałam się tylko ciągle, czy nie ma w okolicy tych dwóch. Ich się bałam. Oni byli niebezpieczni. I jeśli ktoś nie uważał - widoczni dopiero sekundę przed śmiercią.</p>
<p>(Jedno zdarzenie z ich udziałem zapadło mi na zawsze w pamięci.. Dźwięk piły mechanicznej i bezwładnie spadające kawałki. Nie wiem czemu kojarzyły mi się z różyczkami kalafiora..)</p>
<p>Mimowolny dreszcz. Sio. Nie ma. Już nie ma. Już nie wróci.</p>
<p>Weszliśmy tam. Na górę schodami. On zabrał się za przeszukiwanie wnętrza, czy nie ma tam jakichś niemiłych niespodzianek, poprosiłam go o zostawienie mi jego karabinu. Tak na wszelki wypadek. Dla poczucia bezpieczeństwa. Przewiesiłam pasek przez ramię.</p>
<p>Siedziałam sobie w tym ciemnym pomieszczeniu na szczycie i ćwiczyłam uchwyt, szybkie odblokowanie i wycelowanie.<br />
Pomimo tego, że podświadomie wiedziałam, że to on jest tym majaczącym za szybą drzwi ciemną postacią - o mało go nie zastrzeliłam. Nawet jak człowiek wie, to głupio potrafi zareagować - postraszyć się niepotrzebnie.</p>
<p>Pokręcił głową, a ja się uśmiechnęłam, ale chyba nie za bardzo z ulgą, bo ciągle mi się wydawało, że tak wcale nie jesteśmy sami.</p>
<p>No ale dobrze. Doszła do nas reszta ekipy. Oni to się nigdy niczym nie przejmowali. Zaczęli robić jedzenie (znaczy - Mama zaczęła, bo ona się na tym najlepiej zna, potrafi zrobić pierogi w najgorszych nawet warunkach) i gadać głośno.</p>
<p>Mi nagle serce mocniej zabiło i wypieki wystąpiły na twarz. Zobaczyłam chłopaczka od nas (nie znałam go za dobrze, bo niedawno zrekrutowany), taki brunet z dziwnie wystrzyżonymi włosami.<br />
Skradał się w budynku obok - były duże okna i u nas i tam, dlatego udało mi się go zobaczyć. Skradał się z karabinem mając zamiar zabić któregoś z naszych - tych nieuwaznych dla których najważniejszym elementem dnia było jedzenie. Chowając się za każdym kwiatkiem (czy raczej resztką kwiatków w dużych donicach) zaczęłam iść szybciej niż on. Bałam się strzelać, żeby nie oberwać potem gradem stłuczonej szyby. Ale wiedziałam, że trzeba ryzykować, bo inaczej będzie nie dobrze.</p>
<p>Kiedy dotarłam do załomu - nie było wyboru. Trzeba było.<br />
Co najmniej dwa strzały ! Co najmniej dwa wpakowałam mu prosto w korpus, reszta- przyznaję, mogła gdzieś się indziej zabłąkać, bo nie należę do osób z dobrą celnością ani obeznaniem z bronią.</p>
<p>A ten gnój wstał. Tak po prostu, zatoczył się najpierw w tył a potem wstał. Zaczęłam wiać, zaalarmowani inni próbowali dowiedzieć się co jest grane i też go zlikwidować. </p>
<p>Kiedy strzeliłam do niego po raz ostatni, już z bliższego dystansu - ulga. Ale też.. może zrobiłam źle ? Może to był mój największy błąd w życiu ?</p>
<p>Nikt nie skomentował, nikt nic do mnie nie mówił o zdarzeniu. Starali się gadać normalnie o normalnych rzeczach. Pomagałam robić Mamie ten obiad. Potem chwaliłam sałatkę.</p>
<p>Potem... tańczyliśmy...
</p>
<p><a href="http://wing.nireblog.com/post/2009/01/12/dance-me-baby-to-the-end-of-love#comments">Comments</a></p>]]></description>
	<pubDate>Mon, 12 Jan 2009 22:15:08 +0100</pubDate>	</item>
	<item>
	<title>o naturze wszechrzeczy.</title>
	<link>http://wing.nireblog.com/post/2008/12/20/o-naturze-wszechrzeczy</link>
	<guid>http://wing.nireblog.com/post/2008/12/20/o-naturze-wszechrzeczy</guid>
		<description><![CDATA[<p>Zupełnie.<br />
To znaczy wziąć te wszystkie je, zmiąć w kulkę, rzucić nimi o ścianę, podeptać je, warknąć na nie, rozszarpać je a potem je podpalić.</p>
<p>Kiedy już będą się paliły płomieniem czystym a jasnym przeskoczyć ogień trzy razy, zwracając się za każdym razem w inną 1/3 część wszechświata, wyjąc z wilkami pospołu pieśń zwycięstwa i rozpaczy zarazem.</p>
<p>Bo zawsze kiedy umiera wróg jakaś pustka w sercu nastaje i człowiek czuje się bogatszy a zarazem biedniejszy.</p>
<p>Kiedy pieśń umrze wznieść pięści w górę, ku gwiazdom i stanąć niczym bóg ognia przeciwko bogowi niebios.</p>
<p>Wyszarpnąć zza pazuchy zawiniątko z solą i rozsypać za siebie, gdzie ono się pali i skwierczy. Baczyć należy by nie stało się to ruchem zbyt zamaszystym ,ale i nie zbyt oszczędnym, gdyż cenna przyprawa na ziemię tedy spadnie i nie osoli onego, co skwierczy.</p>
<p>Kiedy płomień trawiący ono przygaśnie - zasiąść można przebardzo.
</p>
<p><a href="http://wing.nireblog.com/post/2008/12/20/o-naturze-wszechrzeczy#comments">Comments</a></p>]]></description>
	<pubDate>Sat, 20 Dec 2008 18:25:25 +0100</pubDate>	</item>
	<item>
	<title>You look so scared. Please, drop this gun.</title>
	<link>http://wing.nireblog.com/post/2008/12/01/you-look-so-scared-please-drop-this-gun</link>
	<guid>http://wing.nireblog.com/post/2008/12/01/you-look-so-scared-please-drop-this-gun</guid>
		<description><![CDATA[<p>Wczoraj, ot tak, zupełnie bez związku z czymkolwiek, co się wtedy działo, przypomniał mi się jeden z letnich dni.</p>
<p>Już dawno został zepchnięty do odmętów i kazamatów zarośniętych pajęczynami niepamięci.<br />
Ale szłam przez las.</p>
<p>Wtedy. Błoto było, ale ja lubię się czasem nie przejmować, się pobrudzić i poczuć jak prawdziwy człowiek, który wie, co do niego należy, który nie zwraca uwagi na rzeczy ważkie i nieważne.<br />
Taki profesjonalista, któremu uroku oraz, a jakże, wiarygodności dodaje błoto na butach, szrama na policzku i brudna koszulka.</p>
<p>Zastanawiałam się przez chwilę, czy jest możliwość minięcia paru nieciekawie wyglądających gości - nie miałam ochoty na starcie, gadanie, groźne miny. W końcu machnęłam w duchu dłonią i poszłam wprost przed siebie, najkrótszą drogą, zostawiając ślady swych stóp w błocie. Zgniatając i tak już zmaltretowane resztki trawy.</p>
<p>Nawet nie spojrzeli na mnie. Takie wrażenie przynajmniej odniosłam, bo sama ja ich nie zaszczyciłam spojrzeniem. Coś debatowali potrząsając swoimi replikami.</p>
<p>Ha ha. Byłam chyba jedynym człowiekiem wchodzącym na teren gry z prawdziwym karabinem.<br />
Reszta ganiała z takimi na kulki.<br />
Idąc obserwowałam ich zachowanie. Matko, jak ja bym chętnie do nich dołączyła... Wcielić się w takiego marines polującego na Alieny, na bandytów, terrorystów, kogokolwiek polującego. </p>
<p>Ale polującego.</p>
<p>A ja szłam. Kiedy tęskne myśli odpłynęły wyobrażałam sobie, co by było, gdyby któryś mnie zaskoczył czy przestraszył. Jakby wyglądał przeszyty serią.<br />
W końcu odruchy to odruchy.<br />
Miałam jednak nadzieję, ze żadnemu nie wpadnie nic tak głupiego do głowy. Żeby zaczepiać kogoś obcego.</p>
<p><img id="image444314" src="http://files.nireblog.com/blogs1/wing/files/ak47.bmp" alt="ak47" /></p>
<p>Nikt nie miał. Byłam jak duch, biegali obok, tak blisko, że mogłabym któregoś złapać za rękę, włosy czy bluzę.<br />
Tylko bałam się, że by ze strachem się wtedy obejrzeli.<br />
I stanęłabym na wprost niewidzących mnie oczu.
</p>
<p><a href="http://wing.nireblog.com/post/2008/12/01/you-look-so-scared-please-drop-this-gun#comments">Comments</a></p>]]></description>
	<pubDate>Mon, 01 Dec 2008 21:21:18 +0100</pubDate>	</item>
	<item>
	<title>2 tygodnie i 3 dni</title>
	<link>http://wing.nireblog.com/post/2008/10/08/2-tygodnie-i-3-dni</link>
	<guid>http://wing.nireblog.com/post/2008/10/08/2-tygodnie-i-3-dni</guid>
		<description><![CDATA[<p>Dziś widziałam kuleczki styropianu pędzące po chodniku, pośród setek stóp ludzi, którzy na nie w ogóle nie patrzeli...</p>
<p>I w końcu.. w końcu zobaczyłam jego..<br />
A on, on po prostu podszedł.</p>
<p>A ja, ja zapomniałam zupełnie o świecie.</p>
<p>I powiedziałam mu, że nie umiem się odnaleźć. I powiedziałam mu, że tak bardzo, że nie wiem, co zrobić.</p>
<p>A on powiedział, że wszystko będzie dobrze.
</p>
<p><a href="http://wing.nireblog.com/post/2008/10/08/2-tygodnie-i-3-dni#comments">Comments</a></p>]]></description>
	<pubDate>Wed, 08 Oct 2008 14:31:39 +0100</pubDate>	</item>
	<item>
	<title>-a czemuż nie pijasz kawy, panienko ?</title>
	<link>http://wing.nireblog.com/post/2008/09/28/a-czemuz-nie-pijasz-kawy-panienko</link>
	<guid>http://wing.nireblog.com/post/2008/09/28/a-czemuz-nie-pijasz-kawy-panienko</guid>
		<description><![CDATA[<p>Ah, adrenalina. Gorąco rozlało się po żyłach, uwielbiam to uczucie.. </p>
<p>Zwolniłam trochę kroku, zamyślając się - świat mi świadkiem! - nad tym, cóż czynić w kolejności dalszej.</p>
<p>Było parę opcji, jak zawsze. Pytanie tylko, którą wybrać. Broń ciążyła za paskiem (fajnie to brzmi, generalnie była lekka, ale dobrze mi się myślało o niej w ten dosyć poetycki sposób), co jakiś czas przewijała mi się myśl o tym, że dobra jestem, że jej jeszcze nie zgubiłam. Po każdej takiej myśli obiecałam sobie, że wreszcie zainwestuję w kaburę.</p>
<p>Albo zażyczę sobie jej na prezent ślubny. Ha ha. Żart.</p>
<p>Dla porządku - żeby zgoda była z tymi wszystkimi detektywistycznymi sensacyjnymi książkami i.. filmami, no niech im będzie, że filmami też - więc dla porządku przyczaiłam się za drzewem.</p>
<p>Przyznam - ostatnio szczera jestem przed sobą jak mało kiedy - głupie to było jak nie wiem z mojej strony, ona i tak by mnie nie zauważyła wcześniej niż podczas zderzenia czołowego, więc była to dosyć niepotrzebna zabawa - zwłaszcza jeśli plątałyby się w okolicy jakieś znudzone mordy pragnące się czymś zainteresować.<br />
Nie plątały się - jednak głupi chyba ma szczęście.<br />
Znaczy ja, ha.</p>
<p>Wracając do opcji.<br />
Miałam pustkę w głowie. Wiedziałam, że muszę coś zrobić, nie miałam tylko pojęcia - cóż takiego zdziałać - żeby było inteligentne, z polotem i dało jakieś (najlepiej oczywiście pozytywne) efekty.</p>
<p>W końcu - straciłam cierpliwość do samej siebie. Ileż można myśleć, na dobre mi to nie wyszło nigdy, zawsze wynajdywałam sobie jakieś nieistniejące problemy i przeszkody. Ruszyłam przed siebie zdecydowanym krokiem (przez myśl przespacerował dosyć absurdalny pomysł, że chce mi się chodzić na rękach) - po paru sekundach gwałtownie zwolniłam po czym zaczęłam udawać, że wiążę sobie but, po czym (no, moze trochę zbyt szybko) wstałam i ruszyłam przed siebie ponownie pilnując się całą swoją siłą woli, by iść tak zwanym spacerem.</p>
<p>W końcu doszłam do etapu w którym byłam tuż za nią. Zaczęłam wyciągać dłoń, by poklepać ją po ramieniu albo coś, ale potem stwierdziłam, że gdyby mnie ktoś obcy poklepał po ramieniu, to bym mu chyba przyrżnęła. Zaczęłam więc myśleć nad czymś innym. Zrobiłam parę większych kroków i zaczęłam iść obok niej czekając, aż mnie zauważy i zastanawiając się, jak zacząć i co powiedzieć.
</p>
<p><a href="http://wing.nireblog.com/post/2008/09/28/a-czemuz-nie-pijasz-kawy-panienko#comments">Comments</a></p>]]></description>
	<pubDate>Sun, 28 Sep 2008 17:49:11 +0100</pubDate>	</item>
	<item>
	<title>w moim domu lustra są małomówne.</title>
	<link>http://wing.nireblog.com/post/2008/09/27/w-moim-domu-lustra-sn-malomowne</link>
	<guid>http://wing.nireblog.com/post/2008/09/27/w-moim-domu-lustra-sn-malomowne</guid>
		<description><![CDATA[<p>Wreszcie.<br />
Zakończenie nadeszło parę dni temu. Może nawet nie zakończenie, może nowy początek, całkiem innego życia. Lubię sobie czasem pomarzyć.<br />
Wiara w lepsze jutro, wiara w to, że kolejny dzień będzie mniej parszywy niż ten poprzedni. Że ci wszyscy beznadziejni ludzie będą mniej beznadziejni tego kolejnego dnia.</p>
<p>To wszystko się sprowadza chyba do tego, że nigdy się nic nie wie, dlatego się wierzy i ma nadzieję. Wciąż i wciąż. Ciągle od początku.</p>
<p>Poszłam na spacer. Ten deszcz, zawierucha, zimno przenikające do samego ducha - aż się czuje że się żyje. No i mało ludzi. Nikt nie zaczepi, że zbiera na wino i potrzebuje drobnych.</p>
<p>Spacery mają w sobie coś magicznego, co przywraca do życia. Pewnie dlatego - wreszcie udało mi się ją znaleźć.</p>
<p>Była dokładnie taka, jak ją zapamiętałam. W białej sukience, smutna. Nikt jej nie zauważał. Chodziła ze spuszczoną głową, taka jakby zamyślona. Przeżywająca swoje życie wewnątrz siebie, nie czująca potrzeby podzielenia się nim z kimkolwiek.<br />
Innym niż ona sama.</p>
<p>Córko grabarza. Nareszcie się spotykamy.
</p>
<p><a href="http://wing.nireblog.com/post/2008/09/27/w-moim-domu-lustra-sn-malomowne#comments">Comments</a></p>]]></description>
	<pubDate>Sat, 27 Sep 2008 13:31:39 +0100</pubDate>	</item>
	<item>
	<title>rola wódki w życiu każdego polaka i rosjanina</title>
	<link>http://wing.nireblog.com/post/2008/09/22/rola-wodki-w-zyciu-kazdego-polaka-i-rosjanina</link>
	<guid>http://wing.nireblog.com/post/2008/09/22/rola-wodki-w-zyciu-kazdego-polaka-i-rosjanina</guid>
		<description><![CDATA[<p>No i nadszedł ten moment, któregoż to się obawiałam.<br />
Takie wypalenie oraz pustka w głowie, taka tabula rasa.<br />
Lecz nadzieja mnie nie opuszcza ani jednego dnia, iż jest to czas przejścia (ciut niezręczny) do czegoś nowego i ciekawego.<br />
Wszak.<br />
Wszystko w dzisiejszych czasach musi być ciekawe, interesujące, przyciągające, atrakcyjne, miłe.<br />
Bo jeśli nie jest, to się zginie marnie.<br />
A oni zadźgają.<br />
Takie nieatrakcyjne pomysły.<br />
Rzecz jak najbardziej jasna.</p>
<p>A tak w ogóle to za miesiąc i 3 dni biorę ślub.
</p>
<p><a href="http://wing.nireblog.com/post/2008/09/22/rola-wodki-w-zyciu-kazdego-polaka-i-rosjanina#comments">Comments</a></p>]]></description>
	<pubDate>Mon, 22 Sep 2008 09:09:52 +0100</pubDate>	</item>
	<item>
	<title>ale to zawsze zawsze zawsze</title>
	<link>http://wing.nireblog.com/post/2008/09/03/ale-to-zawsze-zawsze-zawsze</link>
	<guid>http://wing.nireblog.com/post/2008/09/03/ale-to-zawsze-zawsze-zawsze</guid>
		<description><![CDATA[<p>Zawsze powinno tak być.<br />
Zawsze być TU i TERAZ.<br />
Poświęcać swoją uwagę każdej chwili.<br />
I nie żałować, że przemija.</p>
<p>Tak cudownie się wtedy człowiek czuje.</p>
<p>Po powrocie ze sklepu usłyszeliśmy tylko: wiecie już?<br />
No pewnie. Zawsze wiemy wszystko i zawsze jesteśmy zorientowani - to dzięki niezastąpionej umiejętności czytania w myślach ludzi wokół.</p>
<p>Na początku oczywiście powiedziałam: nie.<br />
Ale potem oni nam powiedzieli, że Osman to chodzący kantor, chodzące wszystko, co tylko trzeba załatwic, więc znalazły się jednak pieniądze.</p>
<p>3 czy nawet więcej godzin spędziliśmy w aucie. Trochę zdychając z gorąca, trochę grając w pokera. Zahaczyliśmy o targ nawet, ale zanim zdążyliśmy jakoś konkretniej się zastanowic, co tak naprawdę chcemy, nasycić się barwami, wchlonąć zapachy bylo: no, pajdiom, pajdiom. nam nada idti.</p>
<p>Golubyje ozjera były rzeczywiście błękitne. I się w końcu nie wykąpałam, bo poza całym tym błękitem były również odrobinę zimne (ok 2-3 stopnie, jak orzekł Dziadek). Zostawilam całe to pluskanie facetom. Nawet nieźle im szło.</p>
<p>- No i co, kurcze. Po kiego tu jeszcze siedzimy. Pokazał nam te jeziorka i co. I kurde pije wódę. Zajebiście, już nigdzie nie pojedziemy. Zachciało się wycieczki, do jasnej cholery.</p>
<p>Jak wróciliśmy z wizyty pod wodospadem do którego szlo się wąską i psychodeliczną ścieżką wzdłóż rieczki zawołali nas, żebyśmy z nimi też pili.</p>
<p>Te toasty!!</p>
<p><img id="image390152" src="http://files.nireblog.com/blogs1/wing/files/mercedes-s-600.gif" alt="s600"   /></p>
<p>Do gorących źródeł sunęłyśmy mercedesem s600 z kuloodpornymi szybami. Prowadził syn generała. Muzyka wypełniala wnętrze, nas, i wszystko, co tylko napotkała na drodze. Zwalnialiśmy delikatnie, kiedy trzeba bylo wyminąć krowy, dla ktorych największy klimat miało zjadanie trawy i wymijanie ostów. Potem przyspieszaliśmy. Patrzylam na błyskawice i granatowe niebo. Na krople deszczu na przedniej szybie.<br />
Ściskałam w dłoniach drewniany domek.</p>
<p>Po głowie kołatała się piosenka o kabardyno bałkarii.</p>
<p>Woda była gorąca. Była tylko dla nas.<br />
Śpiewaliśmy.<br />
Krzyczeliśmy z radości.<br />
Pryskaliśmy dookoła.<br />
Skakaliśmy rozbryzgując na wszystkich wodę.</p>
<p>Potem znów: raz staliśmy cicho i słuchaliśmy co mowią, wnosząc kieliszki. Aż momentami dreszcze przechodziły. A potem, kiedy kończyli, śmialiśmy się i poklepywaliśmy po plecach. I oglądaliśmy zdjęcie, jak to generał piecze barana na szczycie Elbrusa.</p>
<p>Cudownie zmrożona woda mineralna.<br />
Chleb, sól.<br />
I wódka.</p>
<p>Wracając znowu śpiewaliśmy. Trzeba było dać upust emocjom. Nieoczekiwanych autostopowiczów uraczyliśmy katem i kawałkiem soczystego melona.<br />
W przydrożnym kafe zatańczyły dla nas dwie dziewczyny.<br />
Miały powiewne suknie i orientalną urodę.</p>
<p>O północy piliśmy szampana śpiewając sto laaat...</p>
<p>Bajka skończyla się dopiero o 2.oo, kiedy wróciliśmy spać. I musiała być opowiedziana. Bo u nas by się nie wydarzyla. Tylko tam. I będzie opowiedziana jeszcze wiele razy. Żeby nie tylko jedna osoba usłyszała.
</p>
<p><a href="http://wing.nireblog.com/post/2008/09/03/ale-to-zawsze-zawsze-zawsze#comments">Comments</a></p>]]></description>
	<pubDate>Wed, 03 Sep 2008 20:19:34 +0100</pubDate>	</item>
	<item>
	<title>w kawkaz !!</title>
	<link>http://wing.nireblog.com/post/2008/08/08/w-kawkaz</link>
	<guid>http://wing.nireblog.com/post/2008/08/08/w-kawkaz</guid>
		<description><![CDATA[<p>tak trochę rzewnie:<br />
za niecałą godzinę wychodzę z domu na pociąg.</p>
<p>I znowu pojedziemy na wschód !!!!!<br />
I znowu będziemy z pociągu oglądać zachwyceni.<br />
I znowu będziemy oddychać górskim czystym powietrzem i pić wodę ze strumieni!!!<br />
.. </p>
<p>Chyba że jakiś pan z kałachem nam powie że niet, na elbrus to wy nie możecie.<br />
Ale wtedy pójdziemy gdzieś indziej.</p>
<p>A no właśnie. Miałam sobie sprawdzić ile on tych metrów miał w końcu.
</p>
<p><a href="http://wing.nireblog.com/post/2008/08/08/w-kawkaz#comments">Comments</a></p>]]></description>
	<pubDate>Fri, 08 Aug 2008 22:32:52 +0100</pubDate>	</item>
</channel>	
</rss>
 
